Średzianie w podróży dookoła świata - Gambia

poniedziałek, 09 lipiec 2018 16:58
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Etap III rejsu – Wyspa Ascencion – równik – Gambia (cz. I). Kotwica na pokład i wieczorem ruszamy dalej zdobywać ocean. Wiatr początkowo kaprysi, aby wreszcie nad ranem ustabilizować się na kierunku południowym i wpadamy ponownie w opiekę pasatu. Błogość...

 

Żagle przednie na długich bomach wypięte jak skrzydła anioła, a pośrodku demon morskich fal - nasz „Venator". Fajne, co? Całymi dniami towarzyszą nam stadka latających ryb. Czasem małe, ale bywają takie, które już wędkarzy ucieszą.

Zbliżamy się do równika. Robi się coraz cieplej. Nocne wachty nie wymagają już zakładania dresu. T-shirt i krótkie spodenki wystarczają. Wreszcie 26.06 przekraczamy równik wydając na cześć Neptuna skromne przyjęcie. Daniel otrzymuje na chrzcie morskim imię „Szalona Gazrura„ a ja „Pijany Tuńczyk”. Ciekawe dlaczego akurat tak i które określenie jest bardziej adekwatne. A może oba...?

Wiatr powoli traci swoją energię i zmienia kierunek. Pod kontynentem afrykańskim grzmi i błyska. Zastanawiamy się nad zawinięciem po drodze do Gwinei Bissau, ale korespondencja satelitarna z Michałem daje jasną sytuację Bissau – trwa strajk urzędników, wybory za pasem, korupcja, brak map i silne prądy. Ponadto nie mówią po angielsku i potrzebne szczepienia na malarie. Odpuszczamy. Po drodze napotykamy orki i wieloryba. Kręcą się w pobliżu miejsc oznaczonych na mapie jak wypiętrzenia podwodne. Może wulkaniczne. Na wodzie wygląda to nieco zatrważająco, bo wokół okręgu o śr. 1 mili morskiej z gładką wodą w środku piętrzą się fale skierowane do tego okręgu. Gdy się przepływa przez takie miejsce słychać szum przyboju i odnosi się wrażenie, że wir wody wciągnie jacht do środka. Na szczęście nie wciągnął.

Po doskonałych przelotach ostatnie dwie doby przed Banjul w Gambii męczymy na żaglach naprzemian z kapryszącym silnikiem. Widać za słabo ugościliśmy Neptuna na równiku, bo daje o sobie znać. Wpływamy na ogromną zatokę z płytką wodą i trzeba umykać przed dziesiątkami kutrów rybackich . Między nimi setki wąskich długich łodzi z rybakami łowiącymi okrężnicami, wontonami i wędkami bez kija. Jedna z łodzi podpływa i załoga prosi o wodę i coś do jedzenia. Oddaliśmy fasolkę, która akurat stała w kokpicie, świeżo podgrzaną.

Na 3 godz. przed kotwicowiskiem dorywa na tropikalna burza. Wiatr ponad 50 węzłów i strugi deszczu. Widzialność 20 m. Głębokość na zatoce tylko 8-10 m więc jest zabawa. Ale po godzinie mija i stajemy przed całkowitym zmrokiem na kotwicy. Do portu dopływamy nazajutrz. Buchta na rzece, dziesiątki statków na kotwicy, więc stajemy zgodnie z poleceniem z portu w kącie zatoki czekając na cztery służby, które przypłyną – jak się wyraził harbour oficer. Okazuje się, że to ściema. Nikt nie przypłynie. Trzeba zrzucać ponton, silnik na rufę i gonić do portu. Na szczęście jest gdzie przycumować dinghy i znajdujemy na miejscu przewodnika. Ma na imię Samba i mówi po angielsku. Ten język jest tam nawiasem mówiąc powszechnie znany i używany. Procedura odprawy trwa w sumie 2 dn i ale nie chce mi się o tym już myśleć i pisać. Niby wizy bezpłatne ale inne opłaty, formalne i nieformalne wynoszą 50-60 euro.

Ruszamy z Samba w miasto, bo Daniel wybrał się pontonem bez koszulki. To kraj generalnie z 90 % udziałem muzułmanów więc tak chodzić nie wypada. Cała dzielnica portowa to wielki targ i nie ma typowych sklepów. Towar znajduje się na straganie ulicznym, czasem we wnęce w budynku. Przeważnie przed każdym stanowiskiem stoi czajniczek do obmywania i nikogo nie dziwi jak sprzedawca grzecznie przeprasza w czasie rozmowy i odwraca się na wschód, klęka na dywanik lub zwykły worek po ryżu i odprawia kilkuminutowy rytuał modlitwy.

Hałas wytwarzany przez kierowców żółtych taxi jest denerwujący. Trąbią bez sensu i potrzeby skoro na środku ulic są jeziora pełne wody i nie sposób szybciej przez nie przejechać.

Znajdujemy właściwy stragan z ubiorem typowo afrykańskim i po kilkunastu minutach targów wychodzimy z torbą koszul, spodni w afrykańskich wzorach i torebką miejscowych naszyjników etc. Towarzyszy nam już nie tylko Samba, ale i jego znajomi. Jeden oferuje alkohol, drugi towarzystwo dziewczynek, trzeci paliwo. Odganiamy towarzystwo – wszystko po kolei.

Najpierw obiad więc ruszamy do restauracji Ali Baba. Czysto i miło. Krewetki z ryżem w sam raz. Co kilkadziesiąt kroków znajduje się kramik składający się z taboretu dla kobiety i dwa - trzy garnki. To stołówka dla miejscowych. Tanio i świeżo, bo danie szykuje pani on line. I wszystko na wierzchu. Późno już i parno w powietrzu więc pora na piwo. Oczywiście Samba wraz ze specjalistą od tych spraw prowadzi do baru. Idziemy bocznymi uliczkami i wszędzie przyjaźnie wyglądający ludzie. Pozdrawiają nas salem allejkum , my zaś grzecznie odpowiadamy – allejkum salam.   Albo odwrotnie. I gitara.

Bar prowadzi siostra naszego nowego znajomego. Znajdujemy tam piwo, miejscowe whisky w 200 g plastikowych buteleczkach. Ciepłe whisky, ale w końcu to Afryka. Za 600 ichnych ballorsów organizują nam 1 litr whisky w szklanej butli. Bar bez szyldów, schowany obok kościoła katolickiego. Ściany ledwo pobielone wapnem. Nie ma co narzekać. Trzeba było płynąć do Monaco jeśli chcieliśmy luksusu. Gość od damskiego towarzystwa ciągle nas ma na uwadze i się przypomina. Nie przyjacielu. Nie dzisiaj. Pewnie i jutro też nie. I pojutrze...

Ruszamy na "Venatora". Po drodze mijamy muezinów wzywających przez głośniki do modlitw. Cuda. Muzułmanie żyjący w dobrych stosunkach z innymi wyznaniami. Alkohol pod kościołem katolickim i spożywający go muzułmanie, bo Samba to ich wierny. Ale po cichu. Na ulicach spokój i gdyby nie tony śmieci na rogach ulic, w których grzebią kozy i psy można by powiedzieć, że to oaza dla życia. Na pewno? Na koniec kupujemy, choć to już północ pieczywo w piekarni, avocada i jakieś inne owoce od kobiet siedzących w gromadkach przed swoimi domami. W oknach nie świeci tv, bo okien przeważnie nie ma, a i tv też jest póki co rzadkością w tych dzielnicach. Sprzedawca na rogu sprzedaje jeszcze Danielowi pieczoną jagnięcinę z grilla. Lepiej po takim mięsie przewód pokarmowy nieco zdezynfekować...

Po godzinie przypływa swoją rybacką łodzią Samba z kolegą – Rockim. Płyniemy w rzekę na ryby. Jeśli w Gambii mówimy o rzece to warto mieć na uwadze, że to strumień wody początkowo słony, a potem dopiero słodkowodny o szerokości kilkunastu km. Pływają tam delfiny, krokodyle. Stajemy pod wrakiem wywróconego ogromnego kutra. Tam gromadzą się małe ryby, ale wokół czają się drapieżniki. Po drugim rzucie wyciągam catfisha. Nasi znajomi w porę odbierają przede mną rybę z haka. Problem z tą rybą jest taki, że ma dwa ostre kolce po bokach i jeden na grzbiecie. Zakończone są zadziorami z substancją trującą. Chłopaki sprytnie łamią kolce i ryba na dno lodzi.

Dwukrotnie zmieniamy miejsce i po kilka sztuk wyciągamy. Nad ranem powrót na jacht i męka polsko gambijskich rozmów pokojowych (raczej mesowych). Wreszcie goście spadają na swoją barkę i można lec na swojej osobistej koi. Jutro formalności ciąg dalszy i plany wycieczkowe.

Ciąg dalszy wkrótce...

Pozdrawia kapitan Tadeusz Staniul

DSC02155

DSC02182

DSC02201

DSC02208

DSC02251

DSC02264

P1160115

P1160218

P1160222

P1160226

P1160294

P1160306

P1160324

P1160339

P1160352

P1160356

Ostatnio zmieniany środa, 11 lipiec 2018 20:03

Artykuły powiązane

Dodaj komentarz

Wulgaryzmy - to wyrazy lub wyrażenia, będące dosadnym, ordynarnym określeniem zjawisk, które można nazwać, używając słów neutralnych stylistycznie. Nie są konieczne aby wyrazić swoje uczucia, pragnienia czy poglądy!

Niedopuszczalne jest umieszczanie na łamach forum serwisu postów sprzecznych z prawem polskim i międzynarodowym, związanych z pornografią, używkami, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej itp. oraz treści faszystowskich, wulgarnych, propagujących przemoc, obrażających uczucia religijne, naruszających prawa autorskie lub prawa innych osób itp. Przypadki łamania prawa mogą być zgłaszane właściwym służbom.

Cenimy wolność słowa, ale z poszanowaniem godności. Nie wyśmiewaj i nie obrażaj. Nie prowokuj i nie atakuj nikogo swoimi wypowiedziami. Komentarze naruszające regulamin mogą być usuwane. Traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany.

Kod antyspamowy
Odśwież