Maria Babula z domu Przesławska 1934-2019. Wspomnienie

czwartek, 18 lipiec 2019 21:54 Dział: Historia
Oceń ten artykuł
(6 głosów)

W dniu 11 maja br. odprowadziłyśmy na miejsce wiecznego spoczynku i pożegnaliśmy na zawsze bliską nam osobę, dobrego przyjaciela, a dla wielu pokoleń młodzieży długoletniego nauczyciela języka polskiego oraz zasłużonego działacza harcerskiego, zwłaszcza w latach 1945-1949.

Ale pożegnaliśmy przede wszystkim dobrego, mądrego i lubianego przez wielu, dowcipnego człowieka, który pozostawił w sercach bliskich mu osób trwały ślad i dobrą pamięć.

We wspomnieniu tym pisanym w imieniu przyjaciół, do których mam zaszczyt się zaliczać, a więc i moim własnym, chcę przedstawić krótko drogę życiową śp. Zmarłej i przypomnieć ją taką, jaką była na co dzień dla wielu przyjaciół i bliskich znajomych, a ostatnio dla Basi Olejnik, Rysi Skubisz i Zosi Michalskiej. To te Panie były z Nią w ostatnich latach, miesiącach, tygodniach i towarzyszyły Jej prawie codziennie w chorobie i cierpieniu właściwie do ostatnich dni i godzin Jej ziemskiego żywota.

A żywot ten był dosyć trudny i raczej ciekawy, gdyż Jej dzieciństwo i początki szkolnej edukacji wiążą się ściśle z dramatycznymi dziejami Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej. Urodziła się bowiem dnia 3 stycznia 1934 roku w pięknych zielonych Płużnikach, w okolicach Monastarzysk w województwie tarnopolskim. Obecnie na miejscu tej wioski rośnie zielony las, gdyż jej mieszkańcy za pomoc udzielaną polskim partyzantom zostali uznani za ostoję polskości i wioska została spalona i doszczętnie zniszczona przez bandy ukraińskie zaraz na początku rzezi w roku 1943.

W domu rodzinnym w Płużnikach przebywała do 1942 i tu rozpoczęła swoją edukację szkolną ucząc się czytać na Trylogii Henryka Sienkiewicza. W roku 1942, po wejściu Sowietów na ziemie wschodnie Rzeczypospolitej, przybyła wraz z rodziną do Nowego Targu i tu miał miejsce dalszy ciąg Jej kształcenia raczej domowego, a nie szkolnego. Po paru latach w roku 1945 przeniosła się wraz z matką do Środy Śląskiej i tu w 1947 roku ukończyła szkołę podstawowa i rozpoczęła naukę w miejscowym LO. W roku 1951 zdała maturę i rozpoczęła studia na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Studia ukończyła w roku 1955 uzyskując tytuł magistra filologii polskiej. Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami otrzymała nakaz pracy w Państwowym Technikum Rolniczym w Gródkach w woj. olsztyńskim. Tam przepracowała 2 lata i następnie powróciła do Środy Śl. i przez pewien czas była zatrudniona w naszym LO, następnie w Szkole Podstawowej nr 1, a od roku 1967 była nauczycielem Liceum Ekonomicznego w Środzie Śląskiej. Po przejściu na emeryturę pracowała jeszcze przez kilka lat w miejscowym Zespole Szkół Rolniczych. W roku 1960 wyszła za mąż, a w 1961 r. urodziła syna Przemysława.

Wszędzie, gdzie pracowała, była lubianym członkiem zespołu nauczycielskiego. Miała dobre serce, wspaniały umysł i poczucie humoru. Swoimi opowiadaniami i dowcipami potrafiła rozbawić i zaskoczyć każdego rozmówcę. W rozmowach z nami chętnie sięgała do przeszłości swojej rodziny mającej bogate tradycje szlacheckie, a nawet arystokratyczne z dumą podkreślała, że Jej pradziadek jako uczestnik Powstania Styczniowego został zesłany na Sybir, wykształcił syna na Politechnice w Petersburgu, a ten z kolei ożenił się z bogatą arystokratką, która była damą dworu na dworze carskim, a jej rodzina miała ogromne dobra na Krymie. To z tej rodziny pochodził Jej ojciec Eugeniusz Przesławski, nauczyciel matematyki w Liceum Ogólnokształcącym w Nowym Targu, którego darzyła ogromną miłością i szacunkiem. Podobnie odnosiła się do matki Heleny, rodowitej szlachcianki, której rodzice mieli dwór w Płużnikach. Często mówiąc o ojcu wspominała Nowy Targ, piękne Podhale, zachwycała się sprawnością i tężyzną fizyczną górali, ich folklorem i obyczajami.

Ważną rolę w Jej życiu i młodości odegrało harcerstwo, do którego należała od 1945 roku i w którym działała także Jej matka, przedwojenna harcerka druhna Helena Wiśniewska. Działalność tę dla Matki zakończył, a dla córki nieco ograniczył rok 1949, gdy nastąpiło zjednoczenie ruchu młodzieżowego i idące z nim w parze wielkie przemiany, także w ZHP. Pociągając za sobą zmiany w tradycji, obrzędowości, a nawet stroju harcerskim (czerwone chusty). Z przynależności i działalności w ZHP zapamiętała szczególnie swoją opiekę z ramienia Komendy Hufca nad drużyną harcerską w Malczycach oraz 2 ogniska harcerskie. Pierwsze z jesieni 1945 r., które odbywało się w Chwalimierzu, w czasie którego składała na ręce druha Mieczysława Świerczyńskiego, ówczesnego dyrektora miejscowego LO, przyrzeczenie harcerskie. A drugie to ognisko na obozie harcerskim w Bydlinie w okolicach Ustki, w czasie którego zgromadzeni z wielu nadmorskich letnich obozów harcerze dowiedzieli się z wypowiedzi Komendanta Chorągwi o nadchodzących przemianach politycznych, które miały przekreślić i unicestwić cały dotychczasowy dorobek harcerstwa polskiego.

O zdarzeniach tych mówiła zawsze bardzo poważnie i z dużym wzruszeniem. Ale rozmowy na tak poważne tematy zdarzały się raczej rzadko. Przeważnie rozmawiałyśmy o sprawach zwykłych, codziennych o najbliższej Jej sercu rodzinie i przyjaciółkach, a zawsze rozmowy te miały charakter dowcipny i trochę humorystyczny. Czasami też wracałyśmy wspomnieniami do czasów studenckich lub okresu pierwszych lat pracy zawodowej w miejscowym LO, przypominałyśmy ludzi, którzy z nami wówczas pracowali i których już nie ma (M. Świerczyński, Natalia Waszczyńska, Halina Łyczek - Buła, Franciszek Bartoń i inni). Dla nas przyjaciół i dla rodziny też nie byłaś żadną panią Marią ani Marysią, ale po prostu Rysią i tak się do Ciebie zawsze zwracałam i tak będę teraz. Miałaś Rysiu cięty język, dobre serce i bardzo wrażliwe nie tylko na los innych, potrzebujących pomocy ludzi, ale także zwierząt, zwłaszcza tych bezpańskich kotów i psów biegających bez celu po ulicy. To one przede wszystkim w Twoim domu zawsze mogły znaleźć schronienie i opiekę.

W okresie pełnej sprawności fizycznej miałaś ich w domu po 4 lub 5 sztuk, a nieraz i więcej. Później, gdy zdrowie przestało dopisywać, ich ilość się zmniejszała. Ale potrzebujący pomocy ludzie nie zawsze z najbliższego otoczenia, byli dla Ciebie najważniejsi. To dlatego między innymi zaopiekowałaś się romską (cygańską) rodziną Siwaków mieszkającą przy ulicy Wrocławskiej 9. Była to rodzina niepełna składająca się z chorej matki i dwojga dzieci, starszego chłopca Romka i młodszej dziewczynki, której imienia nie pamiętam. Pomagałaś rodzinie, gdy matka chorowała, a gdy zmarła, zabrałaś Romka, wówczas czwartoklasistę do siebie i w Twoim domu skończył szkołę podstawową, następnie jakieś kursy czy zawodówkę i ostatecznie wyrósł na porządnego człowieka. Wcześnie założył rodzinę i wkrótce wyjechał do Anglii wraz z najbliższymi, ale cały czas, aż do swojej przedwczesnej śmierci utrzymywał telefoniczny lub listowny kontakt ze swoją średzką opiekunką. Później kontakt ten podtrzymywała żona, która nawet raz po powrocie do Polski odwiedziła Ciebie Rysiu.

Romek do końca życia pamiętał, że w Waszym domu traktowany był jako członek rodziny, podobnie jak Twój syn Przemek. Z Twej pomocy także materialnej w pewnym sensie skorzystałam także i jak, gdy przeprowadzałam się z mieszkania sublokatorskiego do mieszkania w budynku szkolnym przy ul. Wrocławskiej. Otrzymałam wówczas od Was prowizoryczny tapczan i święty obrazek, który  przetrwał czas pracy i kariery zawodowej i wisi do dziś na tym samym miejscu nad wersalką. Wiele jeszcze, bardzo wiele można by napisać o Tobie Rysiu, Twoim życiu i jego dobrych stronach, ale trzeba mi kończyć to wspomnienie. Próbowałam może trochę nieporadnie przedstawić Twoją drogę życiową wiodącą od dalekich kresowych Płużnik poprzez piękny Nowy Targ do Środy Śląskiej, gdzie znalazłaś miejsce na życie, kształcenie się, założenie rodziny, pracę zawodową. To tu rozwijałaś swoją różnorodną działalność nie tylko harcerską. I tu znalazłaś wielu prawdziwych przyjaciół takich jak chociażby wspomniane już Basia, Rysia, Zosia no i moją skromną osobę, którą znałaś i przyjaźniłaś się z nią przeszło 50 lat.

I to my, obok Twoich najbliższych; Przemka, Małgosi, ukochanego wnuka Jędrka i innych krewnych, ze łzami w oczach i sercem przepełnionym żalem odprowadziliśmy Cię na miejsce wiecznego spoczynku. Żegnaj Kochana Rysiu i nigdy się nie dowiesz, jak bardzo będzie nam brakowało Twojej gościnności, dobroci i poczucia humoru oraz szczerego uśmiechu. Żegnaj po raz ostatni i odpoczywaj w pokoju.

W imieniu przyjaciół

mgr Anna Cetera

Komentarze (14)

This comment was minimized by the moderator on the site

Najwspanialsza Sąsiadka.. Zawsze radosna i życzliwa. Do tego wyjątkowo inteligentna i mądra. Kilka minut spędzonych razem nawet na podwórku powodowało radość na cały dzień.

This comment was minimized by the moderator on the site

Wiesław
Jako jej uczeń w latach 1964-1968 wspominam ją jako osobę bardzo wymagającą od nas jej podopiecznych, szczególnie w sposobie wypowiadania się i czystości języka. Do dzisiaj z sentymentem wspominam zadania domowe, które Pani Profesor polecała opracować nam w domu, a następnie prezentować je ( przeczytać) przy tablicy, co było jedną z jej metod nauczania. Cześ Jej Pamięci !!!

This comment was minimized by the moderator on the site

Super druhna nazwała nasz zastęp TCHÓRZOFRETKI to były fajne czasy. Spoczywaj w pokoju

This comment was minimized by the moderator on the site

Nauczycielka z krwi i kości. Mało już takich pedagogów....szkoda.

This comment was minimized by the moderator on the site

„Ciotka Babulowa” będzie już zawsze w najserdeczniejszej pamięci mojej i moich dzieci. Pozostanie wyjątkową Panią Profesor, z której lekcji zdobyłam szczególną, ciekawą wiedzę . Pozostanie osobą, która nauczyła kochać teatr, operę. Namówiła do aktorstwa, do czytania. Zawsze będę pamiętać i wspominać.

This comment was minimized by the moderator on the site

pozostaje żal i wspomnienia ,czuwaj

This comment was minimized by the moderator on the site

Warto kontynuować ten cykl bo warto pamiętać o wielu średzianach, których nie ma juz wśród nas

This comment was minimized by the moderator on the site

Bardzo dobrze pamietam moją nauczycielkę języka polskiego.Była osobą bardzo ciepłą i towarzyską.Lubiła zwierzęta i przyrodę, tą w plenerze.Czesto z grupą uczniów chodziliśmy na kajaki, aby słuchać jej opowiadań jakie doświadczyła jej rodzina na dawnych kresach Polski.Mieszkała koło Przedszkola w Środzie Środzie Śląskiej,przy ulicy Dubois.Nigdy nie zmieniła swojego miejsca zamieszkania.Będę o niej pamietał.

This comment was minimized by the moderator on the site

Spieszmy się kochać ludzi.... Żegnam i ja Panią...

This comment was minimized by the moderator on the site

Wychowała całe pokolenia harcerzy. Nigdy nie zapomnę obozów harcerskich w Mrzeżynie - i widoku druhny komendantki na zbiórkach pośród lasu. Piosenek których nas uczono, zapachu sosen, piasku, i morza. Tak pamiętam właśnie tą Panią. Szkoła życia, a nie teraz - młodzież. Jak im wyłączyć internet to chyba zapanowałaby zbiorowa panika i masakra i nie wiedzieliby jak dalej żyć.

Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy
Pokaż więcej

Skomentuj

  1. Komentujesz jako gość.
0 Znaków
Załączniki (0 / 3)
Udostępnij swoją lokalizację