Rozgoryczeni rodzice: zostaliśmy bez informacji

czwartek, 22 marzec 2018 09:16 Dział: Środa Śląska
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Przed feriami w Zespole Szkół w Ciechowie doszło do zachorowania na gruźlicę. Zakażonym okazał się jeden z nauczycieli pracujących w szkole. Uczniowie, jak i pracownicy placówki zostali poddani kontroli i testom tuberkulinowym. Kilka dni po publikacji artykułu zgłosili się do nas rozgoryczeni rodzice.

 

W lutym na łamach naszego portalu informowaliśmy państwa o przypadku zachorowania na gruźlicę w Zespole Szkół w Ciechowie, a także o przeprowadzonych w szkole próbach tuberkulinowych. Wówczas wpłynęło do nas kilka informacji od rodziców z prośbą o pomoc i interwencję.

- Witam, ostatnio mòwi się, że w szkole w Ciechowie jedna z pań nauczycielek była chora na gruźlicę. Ponoć cała szkoła zarówno dzieci i nauczyciele mieli mieć pobierany Odczyn Tuberkulinowy. Wszystkim miał zająć się szpital zakaźny z Wrocławia – napisał do nas wówczas czytelnik. - Moje pytanie jest teraz takie. Co z tymi dziećmi? Czy wszystko jest ok? Czy to tylko takie plotki? Kto poniesie karę za to, że któreś z dzieci zostanie narażone?? Proszę się zorientować w tej sprawie czy to prawda, czy tylko plotka – pytał w mailu.

Jak informowała wówczas dyrekcja szkoły, a także Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Środzie Śląskiej wszystkie działania ze strony szkoły i średzkiego sanepidu zostały wykonane ściśle według obowiązujących procedur. A część uczniów w celu dalszej diagnostyki została skierowana do Dolnośląskiej Poradni Chorób Płuc dla dzieci.

Oczami rodzica

Kilka dni po publikacji artykułu skontaktowali się z nami rodzice kilkoro uczniów Zespołu Szkół w Ciechowie. Ich zdaniem informacje przekazane przez zarówno sanepid, jak i szkołę odbiegały od prawdy.

- W październiku drogą pantoflową dowiedzieliśmy sie, że jedna z nauczycielek zachorowała na gruźlicę. Początkowo myślałyśmy, że to plotki. Potem okazało się, że jest to prawdą, a nauczyciele już w listopadzie zostali przebadani i mieli robione prześwietlenie. Po feriach otrzymaliśmy maila od dyrekcji, z informacją, że w związku z chorobą jednej z nauczycielek dzieci 6 lutego będa miały przeprowadzone próby. Poinformowano mnie jedynie, że mam dostarczyć skierowanie do szkoły. Próbowałam też podpytać wychowawczynię, ale powiedziała, że nie może udzialać żadnych informacji – opowiada kobieta.

Przychodnie, w których uczniowie są objęci opieką zostały powiadomione o konieczności wystawienia skierowań do wrocławskiej poradni. Nasza rozmówczyni próbowała uzyskać dodatkowe informacje na temat sytuacji zarówno w przychodni, jak i u wychowawczyni syna. Bezskutecznie.

- Dzwoniłam ponownie do wychowawczyni mojego syna, ale powiedziała, że nie może udzielać informacji. Kiedy ponownie po feriach podeszłam do wychowawczyni z zapytaniem o badania, odesłano mnie do pani dyrektor - mówi kobieta.

Wbrew oczekiwaniom rodziców podczas zebrania na zakończenie półrocza, ponownie nikt nie udzielił szczegółowych informacji na temat sytuacji i przeprowadzonych badań.

- Zostaliśmy kompletnie bez informacji. Nawet po próbach nie dostaliśmy maila z informacjami, jak wyszedł odczyt. Moim zdaniem odczyt powinien odbywać się w obecności rodziców i dziecka. Powinno być również zorganizowane zebranie z podstawowymi informacjami. I tego nam zabrakło – mówi druga z kobiet rozgoryczona sposobem, w jaki zostali potraktowani.

Próby przeprowadzone w klasie

Jak opowiadają kobiety próby były zakładane w klasie.

- Ponoć były przeprowadzone przez lekarkę, u której byłam z synem w poradni. Ale mój syn mówił, że jej nie było. Były tylko trzy pielęgniarki – mówi jedna z rozmówczyń.

Jak relacjonują zakładanie i odczytywanie wyników, o których opowiedziały im dzieci, do sali, w której przeprowadzano badania proszono po 4-5 osób. Odczyty odbywały się w podobny sposób.

- Próba jednej dziewczynki wyszła na 24, inne dziecko miała ponad 30. Mój syn miał zerową próbę, a mimo to syn przekazał mi kartkę z informacją, że klasy 6,7 i 8 są pod nadzorem. I że koniecznym jest wizyta w poradni we Wrocławiu na ulicy Grabiszyńskiej. Ale dlaczego? Skoro próba wyszła zerowa, to dlaczego moje dziecko ma brać leki? Na jakiej podstawie? - mówi mama jednego z uczniów

Dużo luk i wizyty we Wrocławiu

- Chcę wiedzieć na dzień dzisiejszy czy moje dziecko jest zdrowe. Naszym zdaniem w całej sytuacji jest dużo luk i zaniedbania. A do tego próba ukrycia wszystkiego – dodaje druga kobieta.

Zgodnie z zaleceniami, rodzice zarejestrowali swoje dzieci do Poradni Chorób Płuc Dzieci we Wrocławiu. Niektórzy otrzymali terminy dopiero na marzec.

- Pojechałam z synem do poradni. Długo czekaliśmy na lekarza. Kiedy weszliśmy pielęgniarka powiedziała do lekarki, że to jest dziecko z Ciechowa. Na co lekarka powiedziała: po co umawialiście tak szybko dzieci, skoro jeszcze nie ma leków w aptece? Wystawiono nam skierowanie na prześwietlenie i z wynikiem kazano wrócić – opowiada nasza rozmówczyni.

Ponieważ w tym dniu nie było radiologa, a lekarz, jak mówi zdenerwowana mieszkanka Ciechowa, nie chciał wziąć odpowiedzialności na siebie odczytując samodzielnie wynik prześwietlenia, koniecznym była kolejna wizyta.

- To trochę nie w porządku, bo mamy do pokonania 40km. Usłyszałam również, że nauczycielka pracowała z gruźlicą prątkującą. My oczywiście nie mamy pretensji czy żalu do nauczycielki, bo każdemu może się przytrafić, ale do pani dyrektor, bo wiedziała o tym od października, a kroki zostały podjęte dopiero w lutym – dodaje kobieta.

Szkoła odpowiada

Z informacją o zastrzeżeniach zgłoszonych przez rodziców skontaktowaliśmy się z dyrekcją Zespołu Szkół w Ciechowie.

Jak wyjaśniła Grażyna Waczyńska dyrektor placówki, badania osób, mających kontakt z gruźlicą w kierunku stwierdzenia lub wykluczenia choroby, to procedura medyczna. O jej rozpoczęciu i zakończeniu decyduje służba zdrowia i sanepid. Natmiast szkoła pomaga w jej przeprowadzeniu i tylko w tym zakresie może się wypowiadać, a informacje dotyczące stanu zdrowia dzieci i pracowników objęte są ochroną danych osobowych.

- Prawdopodobieństwo wystąpienia choroby w szkole pojawiło się w II połowie listopada. Trzeba jednak pamiętać, że nie przypuszczenia są początkiem procedury, ale przeprowadzona diagnostyka. Specyfika choroby zadecydowała też o terminach badań dzieci. Wszyscy rodzice uczniów zostali powiadomieni o rozpoczęciu procedury oraz o terminach zakładania i odczytywania prób tuberkulinowych m.in. na zebraniach klasowych. Przekazana została informacja o możliwości towarzyszenia dziecku w czasie badania. Wtedy też była najlepsza sposobność uzyskania informacji o chorobie od lekarza pulmonologa obecnego w szkole – wyjaśnia dyrektor placówki.

Jak dodaje dyrekcja szkoły, niektórzy z rodziców skorzystali z takiej możliwości. A dalsza diagnostyka prowadzana w Dolnośląskiej Poradni Chorób Płuc dla Dzieci objęta jest tajemnicą lekarską.

- Szkoła w nich nie uczestniczy. Ze swojej strony dołożyliśmy wszelkich starań, aby pomóc w badaniach początkowych, dalsze kroki należą do służy zdrowia – dodaje Grażyna Waczyńska.

19 grudnia otrzymano zgłoszenie o zachorowaniu

Ponownie skontaktowaliśmy się również z Państwowym Powiatowym Inspektorem Sanitarnym w Środzie Śląskiej.

- Jak już wcześniej wspomniano otrzymaliśmy zgłoszenie zachorowania na chorobę zakaźną w myśl ustawy z dnia 5 grudnia 2008r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi w dniu 19 grudnia 2017 roku. Zgodnie z obowiązującą procedurą delegował pracownika wydziału Epidemiologii Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Środzie Śląskiej przeprowadził wywiad epidemiologiczny w celu ustalenia ilości osób narażonych na zachorowanie, a mających kontakt z osobą chorą lub będącą nosicielem choroby zakaźnej – wyjaśnia mgr inż. Anna Wojtasińska-Żygadło. - W pierwszej kolejności badaniami objęto rodzinę osoby, u której stwierdzono chorobę zakaźną. Z uwagi na fakt, że chora na gruźlicę w okresie bezpośrednio poprzedzającym stwierdzenie zachorowania pracowała jako nauczyciel w w/w zespole szkół w Ciechowie Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Środzie Śląskiej w ramach współpracy i przyspieszenia przeprowadzenia badań u uczniów i grona nauczycieli wystąpił do Dolnośląskiego Centrum Chorób Płuc we Wrocławiu przy ul. Grabiszyńskiej o przeprowadzenie prób tuberkulinowych na terenie Zespołu Szkół w Ciechowie w celu potwierdzenia lub wykluczenia zachorowania na chorobę zakaźną, jaką jest gruźlica osób mających bezpośredni kontakt z zarażaną. Ustalono termin z lekarzem zakaźnikiem na 6 lutego 2018 roku – dodaje. - W tym celu Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny wystąpił do przychodni, w których zadeklarowani są uczniowie Zespołu Szkół w Ciechowie oraz grono pedagogiczne o skierowania na badania, aby nie obciążać rodziców obowiązkiem wizyty u lekarzy rodzinnych i pediatrów. Dyrekcja szkoły zapewniła i przygotowała miejsce do pracy lekarzowi i pielęgniarkom z Dolnośląskiego Centrum Chorób Płuc we Wrocławiu przy ul. Grabiszyńskiej – czytamy w przesłanej korespondencji.

Uczniowie skierowani do Poradni Chorób Płuc przy ulicy Grabiszyńskiej we Wrocławiu zostali objęci opieką poradni. A ich najbliższa rodzina otrzymała informację o konieczności wykonania prześwietlenia płuc w celu diagnostyki. W rozmowach z nami rodzice uczniów korzystających z pomocy wrocławskiej poradni nie kryją swojego żalu i rozgoryczenia z faktu pozostawienia ich „samym sobie”, jak podkreślają.

Już za pół roku na terenie Zespołu Szkół ponownie zostaną przeprowadzone testy.

(isz), Fot. zdj. ilustracyjne

Proponowane artykuły:

Ostatnio zmieniany sobota, 31 marzec 2018 01:17

Komentarze (0)

Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Komentujesz jako gość.
0 Znaków
Załączniki (0 / 3)
Udostępnij swoją lokalizację