Średzianie są już w rejsie dookoła świata!

czwartek, 10 maj 2018 17:45
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Właśnie otrzymaliśmy pierwszą relację mieszkańców Środy Śląskiej, którzy postanowili niedawno wyruszyć w rejs okołoziemski, ale zanim ją przedstawimy, zapraszamy do ciekawej rozmowy z kapitanem jachtu Venator, na którym żeglują.

 

Przypomnijmy jeszcze, że jak informowaliśmy wcześniej na naszym portalu, organizatorami niecodziennej wyprawy są firma Parapol Anny Kotapskiej ze Środy Śl., zajmująca się szyciem uprzęży paralotniowych i artykułów żeglarskich oraz jej parter Tadeusz Staniul, żeglarz i organizator rejsów żeglarskich i właśnie on nam opowiedział o tym, skąd wziął się pomysł na rejs dookoła świata...

Staniul

Wiktor Kalita: No właśnie, skąd taki pomysł?

Tadeusz Staniul: Żeglarstwem zajmuję się od ponad czterdziestu lat. Kiedyś czytałem powieści przygodowe, m.in. Robinsona Crusoe, ale także te o tematyce żeglarskiej. Takie hobby należy godzić z rodziną i z pracą zawodową. Swoje marzenia na początku realizowałem na Bałtyku czy na jeziorach Pojezierza Mazurskiego. Kiedy moje dzieci dorosły mogłem zacząć spełniać swoje plany żeglarskie na innych akwenach, przede wszystkim na Morzu Śródziemnym. Jako skiper prowadziłem zawodowo jachty na Morzu Śródziemnym.

Przeprowadzałem jachty z Morza Śródziemnego na Atlantyk. Jako, że płacono mi za pływanie, łączyłem przyjemne z pożytecznym. Wiosną ponownie wracaliśmy na Morze Śródziemne i kolejne 270 dni pływałem po nim na jachcie. Przeprowadzka do Środy Śląskiej przed sześciu laty i związanie się z panią Kotapską, która prowadzi firmę Parapol spowodowało to, że partnerka podchwyciła mój plan i rozpoczęliśmy jego realizację. Na początku szukaliśmy jachtu, który spełniłby nasze wymagania. Chodziło o przystępną cenę, a jednocześnie zapewnienie optymalnych wygód. Nadto musiał spełniać wszelkie wymogi bezpieczeństwa.

Na przełomie roku zakupiliśmy jacht. Problemem było to, że cumował w porcie w RPA. Z grupą moich przyjaciół polecieliśmy do Republiki Południowej Afryki. Na miejscu rozmawialiśmy z właścicielem łódki, który okazał się być Polakiem, który pochodzi z Chełma. To było to. Właśnie ta łódka spełniała kryteria do rejsu dookoła świata. Tym bardziej, że taki miała już za sobą. Pojawił się zatem plan. Doszliśmy do wniosku, że w maju br. wystartujemy z Kapsztadu i rejs zakończymy w tym mieście.

Co by nie mówić, Wasze przedsięwzięcie wymaga dużego zaangażowania...

Zdajemy sobie sprawę z ogromu przedsięwzięcia, gdyż często jest tak, że nie zawsze taki rejs udaje się w pełni zrealizować. Pod koniec kwietnia udaliśmy się do RPA, aby rozpocząć prace przygotowawcze. Na początku maja wypłynęliśmy na Atlantyk. Trasa prowadzi przez Namibię, a stamtąd na Wyspę św. Heleny, gdzie skończył życie Napoleon Bonaparte. To odległość na jakieś dwa tygodnie żeglugi.

Następnym przystankiem będą Wyspy Wniebowstąpienia. Kolejny etap jest najdłuższy, około 1500 mil morskich i doprowadzi nas do północno-zachodniej krawędzi Afryki wschodniej. Chcemy załatwić wizy w RPA do Gambii.

Jeśli się nie uda, postaramy się zawinąć do portu. Stoi w nim łódka braci ze Szczecina, którzy odbyli rejs dookoła świata. Kazimierz Ludwiński płynął nią wraz z dziećmi, które przez czternaście lat mieszkały na jachcie. Jacht ten, o nazwie „Wsypa Szczęśliwych Dzieci” jest zacumowany właśnie w Gambii. Potem jeśli nie z Gambii to z Senegalu polecimy na Wyspy Zielonego Przylądka, a stamtąd na Wyspy Kanaryjskie. Etap Europa-Afryka zakończymy płynąc do Gibraltaru.

Z Gibraltaru popłyniemy przez Sardynię, Korsykę do Pizy, gdzie pracowałem jako skiper w porcie i mam tam wielu znajomych. Tam nastąpi przegląd techniczny naszej łódki i wymiana przednich żagli, które sami umiemy uszyć.

Koniec października, początek listopada znowu popłyniemy na południe w stronę Hiszpanii przez Baleary. Stamtąd oczekując dobrej pogody i wiatrów popłyniemy na Wyspy Kanaryjskie, gdzie wylądujemy pod koniec listopada. Święta Bożego Narodzenia spędzimy z rodziną na Teneryfie, a 3-4 stycznia pomkniemy na Karaiby.

Ile ma trwać Wasza podróż?

Rejs planujemy na trzy lata, szczególnie nie spiesząc się po zachodniej stronie globu.

Łódka jest bardzo wygodna, na sześć osób, aczkolwiek zarejestrowana jest na dziesięć. Są na niej trzy kabiny dwuosobowe. Jest kambuz, czyli jadalnia, mesa, dwie łazienki z prysznicami i gorącą wodą. Jacht posiada silnik o dużej mocy i aparat prądotwórczy i dobrej jakości urządzenia nawigacyjne.

Postaramy się popłynąć tzw. „trasą dżentelmenów”. Wśród żeglarzy jest takie powiedzenie, że „żeglarz płynie tylko z wiatrem”. Pod wiatr się nie pływa, tylko siedzi w knajpie i pije piwo.

Z Karaibów popłyniemy na Polinezję Francuską, na Kalibatii, później na Wyspy Marshalla. Mikronezją zejdziemy w stronę Tahiti i do kontynentu Indonezjii. Ten etap zajmie nam półtorej roku. Do Europy moglibyśmy popłynąć Kanałem Sueskim, jednak po drodze jest niebezpieczna Somalia. Popłyniemy kanałem południowoafrykańskim do Kapsztadu. Tam zakończymy pierwszy rejs dookoła świata. Tak jak opowiadam, takie rejsy odbywają się etapami, gdzieniegdzie trzeba popłynąć, a gdzieniegdzie dolecieć samolotem. Staramy się szukać niedrogich biletów, natomiast samo pływanie to także nie są aż tak wielkie koszty, jakby się wydawało. Jest to porównywalne z życiem w domu.

Podczas rejsu można łowić np. ryby i są to bardzo ładne okazy. Po drugiej stronie globu jest ogromna ilość plaż. Mamy także sprzęt do nurkowania. Tam nie ma typowych dla Europy marin. Są tylko kotwicowiska, gdzie stoi sto, dwieście łódek. Jacht nasz płynie z prędkością sześciu, siedmiu węzłów i na dobę robi sto, sto dwadzieścia mil morskich czyli około dwustu kilometrów.

Żeglowanie to twoja pasja, a kim jesteś z zawodu, z wykształcenia?

Z zawodu jestem ichtiologiem. Niegdyś pracowałem naukowo zajmując się oczywiście rybami. Później w przetwórstwie i w hodowli ryb. Następnie jako instruktor związałem się z żeglarstwem. Remontowałem też jachty. Podczas naprawy jachtu w Trzebierzy cztery lata temu spadła na mnie ogromna brama. Przycisnęło mnie i połamało. Doznałem m.in. wielokrotnego złamania żeber. Poskładali mnie, poskręcali śrubami i jakoś funkcjonuję, nie najgorzej.

Spotkałem dużo osób przed, albo po sześćdziesiątce, którzy sprzedali mieszkania i kupują jachty zaczynając życie na morzu. Bo to jest inne życie, bardziej z dystansem. Wypływając w rejs telefony się urywają, jednak już po wypłynięciu w morze nie ma zasięgu i telefon może służyć w zasadzie do odczytywania godziny. A i tam jest zupełnie inne pojęcie i poczucie czasu. Morze uczy też cierpliwości i filozoficznego spojrzenia na nasze życie...

Dziękując za rozmowę zapraszam już jutro na nasz portal, gdzie opublikujemy wspomnianą i bardzo ciekawą relację z początku wielkiej wyprawy Anny Kotapskiej i Tadeusza Staniula.

Wiktor Kalita
fot. wk, ts (archiwum prywatne)

20180130 112514a

242754573690 2

IMG 1682a

DSC01213a

foto5

SAM 7950

Proponowane artykuły:

Ostatnio zmieniany środa, 16 maj 2018 12:35

Dodaj komentarz

Wulgaryzmy - to wyrazy lub wyrażenia, będące dosadnym, ordynarnym określeniem zjawisk, które można nazwać, używając słów neutralnych stylistycznie. Nie są konieczne aby wyrazić swoje uczucia, pragnienia czy poglądy!

Niedopuszczalne jest umieszczanie na łamach forum serwisu postów sprzecznych z prawem polskim i międzynarodowym, związanych z pornografią, używkami, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej itp. oraz treści faszystowskich, wulgarnych, propagujących przemoc, obrażających uczucia religijne, naruszających prawa autorskie lub prawa innych osób itp. Przypadki łamania prawa mogą być zgłaszane właściwym służbom.

Cenimy wolność słowa, ale z poszanowaniem godności. Nie wyśmiewaj i nie obrażaj. Nie prowokuj i nie atakuj nikogo swoimi wypowiedziami. Komentarze naruszające regulamin mogą być usuwane. Traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany.


Kod antyspamowy
Odśwież