Średzianie w podróży dookoła świata. Dakar – Wyspy Kanaryjskie

wtorek, 14 sierpień 2018 15:39 Dział: Listy / opinie
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Sztorm trwał 6 dni. Fale waliły o kadłub z jakąś szaloną bezrozumną mocą. Wiatr przekraczał 55 knt...

Jacht pod fokiem sztormowym płynął pod falę choć czasem wydawało się, że obróci się na plecy i runie w dół. Potrzeba kawałka grota, ale stary porwany siedzi w likszparze i za nic nie wylezie po dobrej woli. Sztormowego przy tych warunkach nie jesteśmy w stanie uzbroić i założyć w szynę.

Po dobie ostrego sztormowania "wylądowaliśmy" w tym samym miejscu. I tak 6 dni. Dużo żeglugi, a cel osiągnięty na kilka mil. Wreszcie Neptun spytał – macie dość?! Mieliśmy, mamy kur... dość. Odpuść dziadu! Idź gdzieś indziej. Spie... Chcemy, aby znów było ciepło. Chcemy zdjąć te grube sztormiaki i gumy z nóg. Chcemy, aby było jak wcześniej. Miło i przyjemnie. I nikt nam nie wlewał do szklanki z winem słonej wody. I obiad w misce nie został ochrzczony wodą nie święconą.

I Neptun odpuścił nam fale. Zostawił tylko silny przeciwny wiatr na 10 dni. Trasa przewidziana na 9-10 dni zajęła nam 21. Zmęczeni, niewyspani, czekaliśmy na utęsknione Wyspy Kanaryjskie. Szczególnie dotkliwy był brak autopilota. Całe tygodnie za kołem sterowym.

Wreszcie 21 dnia ukazała się Fuertawentura. Boska. Wysoka. Wyczekiwana jak nigdy wcześniej. Pływałem tu wiele razy, ale nigdy tak mi jej widoku nie brakowało. Zwłaszcza, że na Lanzarote czekała na nas od 10 dni Ania. Trochę nam zeszło... Marina Teraja na Furtewentura nie ma stacji benzynowej więc bosak na ramiona i dwa kursy po 30 litrów, kilka km trochę uzupełniają tanki.  A w plecaku kilka kartonów roso vino. Teraz prosto do Puerto Calero na Lanzarote. Silnik pokonuje północny wiatr. O trzeciej w nocy wchodzimy do mariny. Formalności i dawno zapomniany rum Arehucas. Życie może być piękne. W zapomnienie poszła poniewierka po tej słonej kałuży. Jedyny smutny moment to fakt, że Ania za kilka godzin ma lot powrotny do kraju. Tyle jeśli chodzi o kobiety marynarzy.

Trasa prowadziła wzdłuż brzegów Afyki. Z Senegalu na Mauretanię, ale nie było czasu wejść do Nawakszutu. Drogie wizy i  formalności, które trzeba tam wypełnić zniechęciły nas. Dalej na Saharze Zachodniej brak sensownych portów i niestabilna sytuacja polityczna. Po drodze spotykaliśmy dziesiątki rybaków na niewielkich łodziach. Absolutnie bezpiecznie wśród tych dzielnych ludzi. Dzieliliśmy się wodą i czasem jakimś daniem w puszkach.  Łowią pulpy – ośmiornice. Za bezcen dostawaliśmy duże głowonogi i przez tydzień to były nasze główne danie na obiad. Trochę gumowe pomimo napierdz... młotkiem do kotletów. W komorze po lodówce zostało kilka słoików  ośmiornicy  w occie "po tadziowemu". Czasem rybacy pytali się o whisky – pomimo, że to "musliny". Ale widać, że sprawy wiary w każdej cywilizacji są umowne. Wierzymy jak nam pasuje. Jak nie pasuje – naruszamy zasady. I gitara!!!

Po drodze mijają nas orki, delfiny. Raz trafiliśmy na białego wieloryba. Ale przeważnie to fale towarzyszyły nam codziennie. Morska woda dostawała się wszędzie. Mokre materace, ubrania, uszkodzone elektroniczne urządzenia. Na pokładzie dwa generatory prądu, ale oba uszkodzone. Używaliśmy ich do pieczenia chleba, ale sól zżarła. Na wieczór kręciłem ciasto na drożdżach i rano piekliśmy drożdżówki. Z dżemem, z mięsem, z serkiem z ośmiornicami...

Lanzarote ukochane to zupełnie inny klimat. Ciepło. Trudno uwierzyć, że kilka dni temu marzliśmy pod śpiworem w czasie 2-godzinnej przerwy na drzemki.  Schudliśmy. Strąciliśmy grotżagiel marszowy, porwany fokżagiel,  genua naprawiana co kilka dni, ale wymaga generalnego remontu. Albo wymiany. Wrócę do Środy to uszyję nowy grot i genuę. Sól zżarła aluminiowy obciągacz bomu.

 Wilgotność w kabinie przez 2 tyg. wynosiła ponad 100 %. Otwarcie bulajów powoduje wlanie się niespodziewanego strzału wody morskiej.

Ale teraz tylko czas na odpoczynek. Naprawy poczekają. Od poniedziałku przeniesiemy się do tańszej mariny w Puerta Carmen. To nasze ukochane na "Kanarach" miejsce. Może miejsce na emeryturę?

Z pozdrowieniami
kapitan Tadeusz Staniul

Ostatnio zmieniany wtorek, 14 sierpień 2018 15:45

Komentarze (2)

This comment was minimized by the moderator on the site

Super sprawa i podziwiam za odwagę za taką trasę. A wyspy kanaryjskie to wspaniałe miejsce i nie tylko na starość. Bywam tam co jakiś czas i zawsze odkrywam coś nowego. A państwu życzę pomyślnych wiatrów w podróży.

This comment was minimized by the moderator on the site

podziwiam was ludzie naprawdę, na takiej muszelce na oceany ? to trzeba mieć odwagę

Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Komentujesz jako gość.
0 Znaków
Załączniki (0 / 3)
Udostępnij swoją lokalizację