Średzianie w podróży dookoła świata: SENEGAL - kraj prawdziwych piękności

poniedziałek, 16 lipiec 2018 21:08
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

[CZEŚĆ 1] Po dobie szarpania się z wiatrem i rybakami próbującymi nas złapać w okrężnicę, docieramy do Dakaru. Przygoda ze złapaną na kil siecią rybaków wyglądała na groźną, gdy dziesięciu czarnoskórych jegomości wygrażało pięściami i próbowało wyrwać okrężnicę przy metrowej fali spod naszego Venatora.

 

Zderzenie z obijaczami skończyło się pokazaniem bosaka i toporka strażackiego i strony odpuściły. Daniel założył maskę i uwolnił lodź. Kosztowało nas to miękki obijacz i starą latarkę, którą wytargowali miejscowi. I tak by poszła na złom. Obiecali odwiedzić w Dakar. Lepiej nie.

Znaleźliśmy miejsce na kotwicowisku rybaków. Płytko, śmierdzi zgnilizną, ale pośród kilku jachtów wydaje się bezpiecznie. Ponton na wodę i wycieczka do pomostu. Wiemy, że trzeba do policji portowej potem do duane – celników, następnie opłacić postój i finito.

Problem, że to kraj francuskojęzyczny i rzadko kto mówi po angielsku. Trafia nam się od razu kandydat na przewodnika - Mumu (skrót od Muhameda). Mówi kilkoma językami i zobowiązuje się pomóc. Rano załatwia nam taxi za 10000 ichnych dolarów, do policji, do celnika, do marketu i gdzie tylko chcemy. Na policji trafiamy do agentki specjalnej, która mówi po angielsku. Piękna kobieta. Uśmiecha się tajemniczo jak Mona Lisa, a my jak te dupy siedzimy i czekamy na werdykt. Wbija pieczątki i z szerokim uśmiechem wręcza dokument pozwalający na pobyt na 5 dni.

Kieruje nas do celników i taxi zawozi nas na miejsce. Tam na bramie żołnierz pokazuje nam drzewo co w języku międzynarodowym oznacza jedno: spierd... Z kolei oficer przed bramą oglądając dokument z policji twierdzi, że nic już więcej nie potrzebujemy. Jesteśmy legalnie w Senegalu i basta. Wracamy z taxistem przez market o znanej nazwie Auchan, w który alkoholu do wyboru i koloru. A przecież to kraj muzułmański...

Dopiero na miejscu okazuje się, że są problemy. Celnik musi wydać decyzję, więc nasz przewodnik umawia nas rano na godz. 8:00 i razem zasuwamy taxi na duanę. Okazuje się, że z wrażenia zapomniałem dokumentów u pięknej policjantki specjalnej. Więc najpierw tam. Niestety, pani jeszcze nie przyjechała, więc czekamy. Wreszcie zjawia się Ona. Pani oficer. Ubrana cała na biało. Słucha relacji dyżurnego i spogląda na nas. Zaprasza paluszkiem do swego gabinetu. Pokazuje teczkę i oznajmia, że chciała nas poszukać na kotwicowisku.

Szukaj, szukaj... a my będziemy się chować... Ale jak te stare tetryki opowiadamy jej o problemach z duane. Lepiej było się walnąć w drzwi łbem, niż pierdzielić jak poparzony. A tam... szkoda gadać. Lata lecą, a nic w łeb tylko w brzuch... Celnik z naszym przewodnikiem nie robił żadnych problemów. Wniosek, suwenir, opłata, kwitek, pieczątka, wypad.

Ruszamy na zwiad i rozwiązywanie problemów technicznych. Największy z nich to problem z samosterem. Autopilot Garmin wysiadł i Daniel znalazł problem w sterowniku. Ale to urządzenie najnowszej generacji. Nic sami nie poradzimy. Przewodniki, płytki, ścieżki etc. Sterowanie ręczne przez 9 dni do kanarów to mordęga na jachcie tej wielkości. Mimu twierdzi, że "not problems". Znajdzie elektroników. Szukamy, gadamy. Szkoda gadać. Jest już niedziela i jesteśmy w czarnej D.

Ale tam. Kobiety z Senegalu. To jest temat. Piękne. Wysokie. Przeważnie szczupłe. Wyprostowane jak tyczki. Twarze wyraziste, ze ślicznym uśmiechem. Usta wielkie, że dla dwóch gości po 60-dniowym pobycie na oceanie przyprawiające o ból brzucha. A wszystkie takie urocze i zachęcające. Młode dziewczyny chodzą z tacami na głowie, więc plecy ćwiczą od dziecka.

W jednej restauracji trafiliśmy na wybór miss dystryktu, więc materiału do zdjęć było aż nadto.

Gorąco. Temperatura ok. 30-32 stopnie C. A zaczęła się senegalska zima. Muchy otaczają każdą żywą istotę. Próbujemy kosztować potraw na ulicy – tak jak jedzą miejscowi. Ale trzeba być czujnym na miejsce. Jedno popołudnie i noc spędzam ledwo żywy na koi - nie wiem czy to efekt zatrucia czy setek ukłuć komarów w Gambii. A może tylko starość...?

Do usłyszenia!

Z jachtu Venator pozdrawia

redakcję i czytelników Rolanda

kapitan Tadeusz Staniul

P1160550

P1160509

P1160532

DSC02434

DSC02593

P1160624

DSC02590

P1160573

P1160552

P1160581

P1160554

Ostatnio zmieniany wtorek, 17 lipiec 2018 12:25

Dodaj komentarz

Wulgaryzmy - to wyrazy lub wyrażenia, będące dosadnym, ordynarnym określeniem zjawisk, które można nazwać, używając słów neutralnych stylistycznie. Nie są konieczne aby wyrazić swoje uczucia, pragnienia czy poglądy!

Niedopuszczalne jest umieszczanie na łamach forum serwisu postów sprzecznych z prawem polskim i międzynarodowym, związanych z pornografią, używkami, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej itp. oraz treści faszystowskich, wulgarnych, propagujących przemoc, obrażających uczucia religijne, naruszających prawa autorskie lub prawa innych osób itp. Przypadki łamania prawa mogą być zgłaszane właściwym służbom.

Cenimy wolność słowa, ale z poszanowaniem godności. Nie wyśmiewaj i nie obrażaj. Nie prowokuj i nie atakuj nikogo swoimi wypowiedziami. Komentarze naruszające regulamin mogą być usuwane. Traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany.

Przed umieszczeniem wpisu, zapoznaj się z REGULAMINEM oraz Polityką Prywatności. Dziękujemy!


Kod antyspamowy
Odśwież