Średzianie w podróży dookoła świata. Sycylia. Wyspa Słońca

wtorek, 02 kwiecień 2019 12:10 Dział: Listy / opinie
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Wyspa Słońca. Tak nazywają niektórzy tę największą wyspę na morzu śródziemnym. Nigdzie w Europie nie występuje taka ilość dni słonecznych w roku, jak tutaj.

 A gdy do tego dodamy  zielone góry, długie plaże i wszechobecną różnorodność kulturową, to może do głowy przyjść myśl, aby tu osiedlić się na stałe. Tysiące zabytków występujących na całej wyspie połączonych z nową zabudową, cofa tu czas o 100 lat. Na wschodzie wyspy widać wpływ kultury greckiej, na zachodniej części arabskiej.

Dla turystów przyzwyczajonych do zadbanego klimatu zabytkowego Toskanii, podupadłe budowle otwarte na oścież budzą grozę. Generalnie widać różnicę między bogatymi północnymi Włochami, a biednym południem. A na Sycylii różnica jest jeszcze większa. Ale tak jest przyjemniej i w duszy mam nadzieję, że tak zostanie długo. Bo gdzie indziej zobaczyć można gaje oliwne bez ogrodzeń, nazrywać cytryn i pomarańczy przy rzece? Przydrożny sprzedawca  – okazuje się, że jego żona to Polka, sprzedaje kalafiory jak głowy bałwanów, pasujące nam do koloru ulubionego wina, miejscowe awocada – najprzedniejsze, torby cytryn i mandarynek. Wszysko za 10 euro  i mamy zapas na 2 tygodnie.

Z mariny w Milazzo wynajęliśmy samochód i ruszyliśmy na zwiedzanie Sycylii. A to nie takie proste. Drogi w górach, które zaznaczone są na mapach, pozwoliły poznać dziesiątki wiosek, ale jazda nimi to gehenna. GPSy w telefonach pogubiły się dawno, a z 30 km robi się już 150 km. Wszędzie puste domy i opuszczone całe osady. Miejscowe władze oferują dla przyjezdnych domy za 1  euro, aby tylko tam się osiedlić. Klimat Sycylii poznaje się w małej trattoryi, gdzie żywią się miejscowi. Tam wypijesz lokalne domowe wino, posłuchasz kłótni sąsiadów przy stoliku czy narzekania starszej pani na pogodę!

Wjeżdżamy na Cestelmole, zwanej też dachem Taorminy. Widok oszałamiający na dziesiątki mil. Robimy jeszcze nazajutrz krótką wycieczkę i oddajemy wóz. Po południu naprawa na topie masztu i w drogę. Ruszamy do cieśniny Mesyńskiej. Ruch tu jak zwykle, a nocą trzeba mieć ciągle oczy dookoła głowy, bo szybie promy wyskakują z brzegu jak groźne koty. Do tego przeciwny prąd i słaby wiatr. Od czasu do czasu musimy wspomagać się silnikiem.

Następna noc na kotwicy za cyplem Augusta w wiosce Brucola. Zapowiada się silny północny wiatr i  musimy zdążyć do Portopalo, aby się schronić. Stajemy tam na kotwicy już w deszczu i szkwałach. Na wielkich bojach stoją dziesiątki sporych kutrów rybackich. Kotwica trzyma więc, gdy się uspokaja,  ruszamy na rekonesans pontonem. Długo to nie trwa, bo wiatr się  wzmaga i biedzie padać.

Sycylia grozi abyśmy spędzili tu jaszcze kilka dni.  O nie. Tak to my nie będziemy rozmawiać. Sztormik uderza o 19.00 i do 3.00 na zmianę wachtujemy, gdyby kotwica puściła. Szarpało porządnie, ale wytrzymała. 

Nazajutrz płyniemy znów zwiedzać te zapomniane przez ludzi miasteczko. Obrzeża przypominają białoruskie sowchozy sprzed 20 lat. Sterty śmieci, walące się płoty i setki wielkich foliaków. Ale centralne uliczki są miłe. Nabywamy lokalnego wina i owoców i ruszamy na jacht.

Wieczorem kotwica w górę i okazuje się, że chwyciła jakąś starą grubą linę i to pewnie jeden z powodów, że staliśmy bezpiecznie. Doczepiamy znaleziony wcześniej pływak i już na przyszłość mamy swoją bojkę cumowniczą w Portopalo.

Na Sycylię wrócimy jeszcze w drodze powrotnej z Grecji. Podoba nam się tu. Ruszamy na Maltę. Jak krzyżowcy!

Do usłyszenia!

Redakcję i czytelników Rolanda

pozdrawia

kapitan Tadeusz Staniul

Komentarze (1)

This comment was minimized by the moderator on the site

Czytając to przenoszę się w myślach w te miejsca. Muszę przyznać, że Włoskie wyspy mają coś magicznego w sobie. Nie jest to to samo co ląd, trochę inaczej, za każdym razem, kiedy tam byłem. No chyba, że wybrzeża ale nie takie zwyczajne jak to zazwyczaj jest, woda, piasek, tłumy ludzi. Dla mnie Sorrento i cały ten półwysep jest szczególny, ze stromymi zboczami, skałami i Wezuwiuszem w tle. Polecam przeczytać <a href="http://ciekawemiejscablog.pl/sorrento-cytrynowa-kraina/">Sorrento –...

Czytając to przenoszę się w myślach w te miejsca. Muszę przyznać, że Włoskie wyspy mają coś magicznego w sobie. Nie jest to to samo co ląd, trochę inaczej, za każdym razem, kiedy tam byłem. No chyba, że wybrzeża ale nie takie zwyczajne jak to zazwyczaj jest, woda, piasek, tłumy ludzi. Dla mnie Sorrento i cały ten półwysep jest szczególny, ze stromymi zboczami, skałami i Wezuwiuszem w tle. Polecam przeczytać <a href="http://ciekawemiejscablog.pl/sorrento-cytrynowa-kraina/">Sorrento – cytrynowa kraina</a>

Czytaj więcej
Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Komentujesz jako gość.
0 Znaków
Załączniki (0 / 3)
Udostępnij swoją lokalizację