Średzianie w podróży dookoła świata. Wyspy Eolskie

wtorek, 26 marzec 2019 13:25 Dział: Listy / opinie
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Od  wczesnego świtu pada deszcz, ale wiatr dopisuje. Po byle jakim wietrze w nocy teraz płyniemy półwiatrem z prędkością 8-9 knotów. Kurs na wyspę Stromboli.

Wierzchołek wulkanu pokazuje się ok. 18. Po prawej burcie widać inne wyspy archipelagu Eolskiego – Solinę i Lipary. Pod wyspę Stromboli podpływamy późno w nocy. Z daleka widać kłęby dymu ze szczytu wulkanu. Co 20 min huk wystrzału z krateru niczym start odrzutowca. Na szczycie widać czasem łunę ognia. W nos wbija się ostry zapach siarki .

Omijamy wyspę od strony pół.-wsch. szerokim łukiem. Locja ostrzega przed spadającymi skalnymi odłamkami z wulkanu. Kombinujemy nad postojem po zawietrznej, ale gdzie tam. Głęboko wszędzie, martwa fala, więc parę fotek i płyniemy dalej – na Lipary. Wiatr wzmaga się do 7 B z kierunku wsch. więc wejście do mariny nie będzie proste, bo jest na wschodnim wybrzeżu.

O 4 rano wchodzimy do mariny Pigniataro na w.  Lipary. Trochę snu i  w miasto. Zakupy, zwiedzanie miasteczka. Dziesiątki wąskich uliczek, senne knajpki i wszechobecne cytryny na drzewkach. W sezonie ponoć tu tłumy ludzi, a teraz luz. Tak lubimy.

Nazajutrz, w południe, ruszamy na następną wyspę wulkaniczną – Vulcano. Jest niedaleko i kierujemy się na zatokę Ponente. Czarny wulkaniczny piasek na plaży nadaje abstrakcyjny wygląd wybrzeża z palmami. Wiatr niesie zapach siarkowodoru z Fanghi di Vulcano. Kotwica w dół i pontonem ruszamy zwiedzać wyspę. Zatrzymujemy się na polu geotermalnym Funghi z jeziorkiem błotnym . Niewielkie oczko wodne wypełnione wodą z błotem i bąbelkami gazu z dna. Dno jest gorące i łatwo oparzyć stopy. Ponoć b. zdrowe na stawy i te sprawy. Można zejść kilka metrów w dół do morza, gdzie znów gorące bąble uprzyjemniają chodzenie po, zimnym jeszcze  o tej porze roku, morzu. Krótki prysznic pod zimną wodą nie jest w stanie zmyć zapachu zepsutego jaja. Wchodzi on w skórę i ubranie. Całą mesę na jachcie czuć zgniłymi jajami...

Same miasteczko trąci upadłą dawną świetnością. Zapyziałe stare pensjonaty, rozpadające się ośrodki. To już południe Włoch. Zdecydowanie biedniejsze. Chociaż setki turystów przybywają codziennie promami z kontynentu.

Nazajutrz ruszamy na wulkan z buta, bo inaczej nie można. Na szczycie kalder Cratere di Vulcano ostatnia wielka erupcja w 1880 roku. Spowite dymami z Fumaroli zbocze krateru robi wrażenie. Ponoć jedyny w Europie, do którego można zejść i dotknąć rękoma siarki. Temperatura czynnej aktywnie siarki wynosi 100-150 stop C. Czasem ciepło w stopy, pomimo butów. Ostry dym gryzie w płuca, ale da się po nich chodzić. Z góry widok na wyspy Eolskie niesamowity.

Ten dziwny zakątek świata - wyspy Eolskie, składają  się z 17 wysp. Ale tylko 7 z nich jest zamieszkała. Reszta to w zasadzie wielkie skały. Stromboli i Vulcano zawierają czynne kratery. Mieszkańcy wiedzą, że żyją na wielkim zbiorniku rozżarzonej lawy. Pozostałe wyspy to już wygasłe stozki. Wieczorem widać światła Sycylii . Jutro żegnamy się z wyspami Eolskimi. Ruszamy na Sycylię.

Zapraszamy do załogi.

Do usłyszenia!

Redakcję i czytelników Rolanda

pozdrawia

kapitan Tadeusz Staniul

Komentarze (1)

This comment was minimized by the moderator on the site

a jak się dostać do załogi Panie Kapitanie ?

Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Posting comment as a guest.
0 Characters
Załączniki (0 / 3)
Udostępnij swoją lokalizację