piątek 23.02.2024

Imieniny: Romany Damiana

// reklama@roland-gazeta.pl // + 48 500 027 343 //

poleasingowe pl 970 250

LIST - POEMAT DO KASI I. (1980-1988)

Skomentuj

Autor: Tolek Bogucki, średzianin.

Dla najmniejszej mojej przyjaciółki - Radzimowice 2001
Opieram głowę o pień drzewa. Sine wierzchołki gór wydają się być o wyciągnięcie ręki. Przed oczami mam dwie jaskrawe kule.

Owoc drzewka pomarańczowego soczyście dojrzały, który jutro padnie łupem dzieciaków buszujących po sadzie. Słońce o zachodzie, szkarłatniejące wysiłkiem całodziennej ucieczki przed Wielkim Wężem, który i tak dopadnie je w końcu wieczora i pożre, aby mogła nastać noc. Wiatr opada w trawy, trawy szeleszczą zieloną pościelą układając się do snu. Sen krąży jak komar, siada na moich powiekach. Widzę jeszcze drogę między łąkami. Błyszczy żółty piasek, różowieją białe głazy ołtarzyków ofiarnych. Kurz na drodze się nie podnosi. Nikt nie nadchodzi. To dobrze.

Czuję za sobą otwarte drzwi domu, oddychające powoli jak karp przy powierzchni stawu. Jeszcze nie chcę wchodzić w ich cień. Słucham...

Słyszę jak w kuchni na tyłach domu Panna Młoda Jaskółka przekomarza się z Najmłodszą Moją Przyjaciółką. Szklane okruchy śmiechu kobiety i dziecka dzwoniąc płoszą szare myszy moich myśli. Słyszę jak rozbiegają się, skrobiąc pazurkami taflę zapadającej ciszy. I słyszę jak biegną do domu, do pokoju, po schodach na poddasze, tam, gdzie na półkach stoją słoiczki z tuszami i farbami, i pachnie papierem ryżowym i sandałowym kadzidełkiem. Na stołach leżą zaczęte rysunki, nie skończone kaligrafie, odłożone wiersze. Ściany zdobią obrazy czekające cierpliwie na stateczne pociągnięcie pędzlem.

I słyszę jak kurz, wirując w czerwonych promieniach słonecznej agonii, osiada na drobiazgach, pamiątkach i na podłodze okrytej dywanem z wizerunkiem Odwiecznego Żółwia Dźwigającego Wszechświat. I na szkatule, do której odkładam przekazy od ludzi z innych miejsc. Kartki, listy, telegramy, poważne, urzędowe słowa w różnych sprawach, nieważne gryzmołki, zapiski, notatki. Są w niej również listy od Ciebie, Gałązko – te, które mnie cieszą i zarazem smucą. Które otrzymuję z radością a czytam cierpliwie. Te listy, które pachną odległym, obcym mi światem miast. Które mówią mi o zwyczajach i niebezpiecznych ścieżkach innego życia i budzą we mnie złe wspomnienia jak przeczucie mrocznych głębi oceanu.Palę wtedy wiele pałeczek ofiarnych dla Bogów i Demonów, ofiarowuję im niezliczone prezenty z drobiazgów jakie lubią i miodowe ciasteczka. Robię to, choć wcale nie mam pewności, czy tam, za Wielką Ścianą, mają one jeszcze swoją moc. I pocieszam się myślą, że widać tak ma już być, że Wóz Czasu ciągnięty przez woły o złoconych rogach, toczy się zawsze tylko do przodu i coraz to inną, i nową drogą, przez krajobrazy tak inne od tych, które już znamy. I przypominam sobie tego małego ptaszka, którego koniecznie chciałem uwolnić z klatki a on uparcie do niej wracał, bo widać nie umiał wyobrazić sobie innego miejsca dla siebie. Nie przejmuj się, Gałązko, moimi obawami. Tam, gdzie ty jesteś, tam jest Twój świat i Twoje miejsce. I tylko ważne, abyś miała co do tego Wielką Pewność a wszystko będzie dobrze.

Wielki Wąż trzyma w paszczy połowę słońca i już Panna Młoda Jaskółka nawołuje na wieczorny posiłek. Ale jeszcze nie czas. Jeszcze cykady docinają ostatnie akordy nad potokiem.

Patrzę na pomarańczowe kule i rozmyślam o dwoistości wszystkiego, o wiecznym i wszechobecnym jin i jang. To nasi przekorni bogowie wymyślili sobie, że nic nie może być do kończ jednoznaczne. Oparli na tym podstawy bytu, myśli, czynów. Owoc, który jest jednocześnie słodki i kwaśny. Słońce, które jednocześnie może dać życie ale i zabić. Tak jest i z nami. Nikt nie jest całkiem dobry albo całkiem zły. Całkiem piękny lub ostatecznie brzydki. Niebywale mądry lub tylko głupi. Radosny bez końca czy dojmująco smutny. Kochany i akceptowany albo wzgardzony i samotny. Pamiętasz to powiedzonko: „dwie połówki to więcej niż jedna całość”? No właśnie.

Podobno każda istota składa się z dwóch części. Podobno jest to konieczne dla zachowania Harmonii i Równowagi. Twoja „dobra” część służy ku temu, aby dawać: otwartość, miłość, serdeczność, współczucie, troskę i te inne. Twoja „zła” część ma nie pozwolić na to, abyś nieopamiętliwie porozdawał wszystko dobre, wszystko, co Twoje Własne. Czy współczując głodnemu żebrakowi oddasz mu cały swój posiłek? Możesz. Tylko, że wtedy radość myśli z dobrego uczynku popsuje burczenie głodnego brzucha. Chcesz? Zabawimy się...

Wyobraź sobie, że do pudełka włożyłaś mrowie malutkich postaci. Każda postać to wojownik. A są tam wojownicy mężczyźni, chłopcy, dziewczynki, panny, kobiety, dzieci, starcy – słowem  w s z y s c y. Każdy z wojowników dzierży w prawicy zamiast miecza – kwiat, na drugim zaś ramieniu ma tarczę. Każdy z wojowników ma za zadanie  t y l k o  albo szczerze, z całego serca ofiarować innemu kwiat, albo równie szczerze i otwarcie nie chcieć go przyjąć, zasłaniając się tarczą. Nieważne są powody i motywacje. A teraz – dalej-że! Uruchom wyobraźnię i zajrzyj do pudełka! Ależ się zakotłowało! Obserwuj te istotki tylko przez jedną, jedyną minutę. Nie kombinuj, obserwuj...

Cóż to, Gałązko, rozbolała ładna główka? He, he, he... I dobrze. To teraz rzuć do pudełka szczyptę malutką przyprawy zwanej motywacją. Przez jeszcze jedną minutę poobserwuj istotki i od czasu do czasu wniknij w którąś z nich. D l a c z e g o  akurat teraz chce, albo nie chce, daje, albo nie daje, temu a nie tamtemu i w ogóle czemu? I co jedne istotki na to, że inne tak, a te inne, że te jedne owak? I co? O jak? I co z tego? I dlaczego?

Kap, kap, kap, kap... woda z mózgu? Pewnie. Tylko, że nikt tak doskonale nie wpuszcza się w maliny przekombinowanych samoocen jak my sami. W jednym, Gałązko, masz pełną rację. To  j e s t kwestia wieku. Kilkanaście lat, to już pora na to aby mieć – jak to nazywasz  s e n s o p r o b l e m y, ale usiłowanie dopasowania do tego specjalnych uzasadnień, teorii, czy nawet szukanie odpowiedników filozoficznych – a już szczególnie czynienie sobie z tego powodu wyrzutów – to nie jest żaden „sensoproblem”. To nonsens.

Można też, oczywiście, czuć się jak... (niech no sobie przypomnę coś mi napisała, aha)... „długi scenariusz z filmu”. Z tym się, chwilowo, zgodzę, co mi tam, ale raczej pasuje mi określenie „scenariusz serialu”... Tylko, proszę, zastanów się i w tej kwestii, gdyż może się ów okazać równie bogaty w treści jak „Fiorella” albo niezaprzeczalnie realny jak „Xena”... A tak serio, nawet jeśli – to na wszystkie smoki powietrza i wody, oświeć mnie Gałązko – k t o  niby pisze ten scenariusz, w którym główna postać jest ponoć nieegoistyczna ale nadużywa sformułowań „ja”, „moje”, „mnie”, „moim zdaniem”... Jest też ekspansywna, ale pozbawiona charakteru, pragnąca ale zimna, kochająca, ale wyrachowana, otwarta lecz zatrzaśnięta jak skrzynia na strychu, jedna a dualistyczna, wierząca w piękno wszechświata, ale niechętna swemu odbiciu w lustrze. Kimż jest ta postać, która mówi „wiem”, „spodziewam się”, „zastanawiam się”, „interesuję się trochę”, a za chwilę „nie wiem”, „nie umiem”, „obawiam się, że...” I dlaczego ta postać tak ustawicznie „stara się”, ciągle „próbuje”, znaczy się – wygląda na to, że chce czegoś ta postać – ale czy wie czego chce?

A czy postać ta jest zorientowana, że pewien filozof i myśliciel wyraził kwintesencję swych przemyśleń w słowach: „Wiem, że nic nie wiem”, czy ona to rozumie?

Najmniejsza Moja Przyjaciółka w takich razach zwykła mawiać, że jestem złośliwy jak to starcy bywają, i że łatwo pastwić się nażartemu tygrysowi nad kocięciem tylko dlatego, że łeb ma większy i więcej też ma w nim miejsca na głupotę. Czasem, gdy zapędzam się w zapalczywości dyskusji, albo wygłaszaniu własnych teorii, podchodzi do mnie cichcem, patrzy głęboko w oczy i powiada: „Wujku! A może napijesz się herbaty?” I to zwykle wystarcza.

Nie gniewaj się, Gałązko. Nie było moim zamiarem sprawianie ci przykrości, albo wyśmiewanie Twoich rozterek. Masz do nich prawo. To tylko panika, jaka ogarnęła mnie na myśl, że mieszasz sobie w główce bez potrzeby, i że pewnie Cię to boli czasami. A tymczasem zrozumienie przychodzi zwykle samo, tyle, że przychodzi powoli, wraz cz upływem lat. Dlatego tak niechętnie odnoszę się do barbarzyńskiego rozpędu cywilizacji, który prowadzi do (z wielu różnych przyczyn) pozostawienia młodzieży sam na sam z jej problemami.

Kto ma wziąć młodego człowieka za rękę i przekazać mu mądrość przodków? Kto ma na to dzisiaj czas, a powiem dosadniej, kto pamięta tę mądrość? Wszystko wiruje coraz szybciej, zmienia się gwałtowniej, stare wartości przegrywają z nowymi potrzebami. Coraz mniej miejsca na uczucia, coraz mniej czasu na przemyślenia. Ludzie jak żółwie zarastają skorupami i częściej poznają się po wizytówkach niż po dotyku. Kogo dzisiaj stać na widok żółtej drogi, którą nikt nie przychodzi ani nie odchodzi. Kto ma czas na to, aby budząc się pomyśleć, jak przed wiekami: „oto będzie dzień” i kto ma ochotę, aby zasypiając pomyśleć: „to był dzień”. Kto dzisiaj, otrzymując znienacka na chodniku od obcej osoby różę, powie „dziękuję” i pójdzie szczęśliwy dalej. Kto raczej, w tej sytuacji. Schowa ręce za plecy i warknie „o co chodzi?”...

I tylko starszy niż wszechświat Wąż Uroboros połyka swój własny ogon, i tylko on jeden przez te wszystkie stulecia wie dlaczego tak ma być.

Może jednak... napijmy się herbaty?...

Już tylko krwisty strzęp w paszczy Wielkiego Węża. Noc wolno przypina do nieba swoją zasłonę złotymi szpilkami gwiazd. Niebawem pojawi się na jej tle Pani Księżyc. Żółtą drogę zasnuła mgła i mam nadzieję, że nikt nią do mnie już dzisiaj nie przyjdzie. Wiadomo – dobrzy goście z mgły nie przychodzą. Głosy z kuchni przestały mnie nawoływać. Widocznie domyśliły się, że jeśli przyjdę to będę, a jeśli nie przyjdę, to nie przyjdę. Strumień i wiatr pieszczą się szelestem... A może są w sobie zakochani?

Powiedz mi, Gałązko, jeżeli szczęście to jest czekanie z pewnością, to skąd bierzesz tę pewność? Hę?

Ja wiem na pewno, a wiem z perspektywy mojej starości i wielu zakochań, że miłość – tak z grubsza – jest nade wszystko związkiem. A związek, jak samo słowo głosi, wynika z istnienia co najmniej dwóch związanych z sobą istot. Związanych wzajemnie. Gotowych na poświęcenie wzajemne (czytaj: kompromisy), umiejących dawać ale i umiejących chcieć otrzymywać. Nic jednostronnie. W całym Universum (Wszechświecie, na który, zdaje się, oboje chętnie się powołujemy co i rusz...) istnieje trzymająca go do kupy zasada akcji i reakcji, przyczyny i skutku. A już szczególnie w miłości. Tu zawsze jest coś za coś. Tak było, jest i będzie – zastanów się a sama dojdziesz do oczywistych wniosków.

Kochałem wiele razy, w tym kilka razy bardzo. Ta właśnie umiejętność domagania się „swojego”, ustawiczne oddawanie „wszystkiego” – byle tylko związek trwał – przynosiło mi rozpacz, smutek, rozczarowanie i cierpienie. Winę za to ponosiła w zasadniczej mierze moja niewiara w siebie, brak poczucia własnej wartości a także – uwaga – nadmierne zaufanie w szczerość intencji i wierność tej drugiej strony. Bardzo jestem dumny z Ciebie, że tak mądrze traktujesz swoją kobiecość. Jestem w tym względzie dokładnie tego samego zdania co i Ty. Życzę Ci, Gałązko, aby Twój brzoskwiniowy kwiat stał się owocem3 dopiero wtedy, kiedy Ty naprawdę będziesz wiedziała, że nastał ku temu odpowiedni moment. To trudne, ale warto.

Dawne przysłowie mówiło, że mężczyzna w życiu powinien: zbudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna... A co robi współczesny, tak zwany mężczyzna? Jak ma dzianych starych to się o chatę nie martwi, a jak nie ma to też się nie martwi, bo jakoś to będzie. Drzewa nie sadzi – raczej karczuje, bo aby posadzić, to po pierwsze – trzeba mieć gdzie, trzeba nauczyć się jak, no i zarobić kasę na jakąś sadzonkę, bo sama z lasu nie przyjdzie. Zarobić! Toż trzeba by jakąś szkołę skończyć, jakiś zawód poznać, niedajboże pracę podjąć... Zaaapomnij! A co do dzieci, bo czy syn, czy córka, to wsio ryba – współczesny mężczyzna raczej wystrzega się takowych jak ognia, a jak już „się trafi”, to rychle zmienia klimat a już partnerkę na pewno.

Nie Gałązko – nie pora teraz na herbatę.

Jeśli uważasz, że się wyzłośliwiam – rozejrzyj się wokoło. Zresztą to powyżej dotyczy również niestety i mnie, na szczęście dzisiaj rozumiem swoje dawne błędy, ale ile mi to lat zajęło, ile nieodwracalnych szkód narobiłem? Dużo. I nie chcę o tym mówić, bo mi wstyd i żal.

Wynika więc z tego, że miłość to również odpowiedzialność. I nie tylko za kogoś, kogo kochasz. Za siebie i swoje postępowanie też, a może nawet to jest ważniejsze.

U nas mówi się: „nie zjesz obiadu jeśli go nie ugotujesz”. Ucz się, Gałązko, jak się zjada obiad: zdobywa się umiejętność zarobienia na konieczne produkty, zdobywa się wiedzę jakie produkty są konieczne, oraz jakie niezbędne są naczynia, narzędzia i sposoby gotowania, pozyskuje się miejsce do gotowania, gotuje się potrawy, podaje się potrawy i teraz dopiero się zjada. Pokombinuj, czy choć jedną z czynności da się pominąć. Ohohohoooo! Alem się rozgadał! Ale to tylko z troski, Gałązko. Tak wiele jest, w Twoich wypowiedziach na temat związku (związku?) z Janem, obaw, że nie umiem przejść nad tym do porządku dziennego. Znam ja tego młodzieńca, aczkolwiek z różnych stron, i nawet go lubię. Wizualnie też tworzycie ładną parę... Wiesz, przypomniała mi się w tym momencie bajka, którą kiedyś opowiadała Panna Młoda Jaskółka, posłuchaj...

Miał pewien Mandaryn córkę, którą mało się zajmował pochłonięty urzędem. Córka poznała młodzieńca z innego miasta, zacnej rodziny. Oboje byli młodzi bardzo i urodziwi, podobali się tym, którzy ich razem widzieli. Ona troski swe codzienne zbywała pocieszając się uczuciem do niego, siebie i innych przekonując stale, że kocha go ogromnie. On wiele o swym kochaniu nie mówił, mężczyźnie bowiem ponoć gadulstwo nie przystoi, ale był tak miły i słodki, że wątpić w jego miłość nie było sposobu. Ona w wielkim domu wzdychała z tęsknoty, on zasię gońców płacił, by co dzień miłe słowa od niego do niej docierały. Aż przybył młodzieniec przed oblicze Mandaryna i rzecze: „Panie, córkę twoją kocham okropnie i chcę cię błagać abyś mi ją oddał, bo bez jej cudnego wizerunku cierpię każdego dnia męki niewysłowione. Mandaryn na to: „Wiem kto jesteś, i że córka moja do ciebie też wzdycha. Być może spełnię twoją prośbę, ale najpierw mi powiedz, czy masz domy i majątki aby córka moja miała gdzie w szczęściu z tobą żyć, rodzić ci dzieci, przyjaciół i rodzinę podejmować godnie i bez wstydu? Czy nauki w znanych szkołach u mistrzów pobierasz aby na urząd jakiś wejść a przez to szacunek, bojaźń i przyjaźń u ludzi znaleźć i złotem nagrodę otrzymywać za swoją pracę? Czy też może jesteś dziedzicem fortuny w swej rodzinie i tymż sposobem córce mojej dostatek i wygodę u swego boku chcesz zapewnić, aby nie musiała ciężko pracować albo z pokorą u swego ojca o pensję zabiegać? Czy będziesz w potrzebie umiał poświęcić wiele a może i więcej dla jej dobra, czy w obronie, gdyby kto ją skrzywdzić zamierzał, czy poświęcisz jej życie swoje nawet?” Tak pytał Mandaryn młodzieńca, ów zaś odpowiedział: „Tego wszystkiego jeszcze dzisiaj nie posiadam, ale spodziewam się, że ,z bogów pomocą, dojdę za jakiś czas do tych dóbr, majątków i urzędów, o które pytasz. Nie jestem też wojownikiem i orężnie stawać w niczyjej obronie nie potrafię, ale podejmę ćwiczenia i za czas jakiś, jak się spodziewam, nikt bezkarnie córce twej nie uchybi. Nie mam Nie mam też życiowych doświadczeń, nie praktykowałem poświęcenia się innej osobie niż ja sam, ale wierzę, że za czas jakiś dojdę i do tej umiejętności. Daj mi więc córkę swoją już teraz, bo powiadam ci, Panie, umieram od niemożności oglądania jej cudnego oblicza!” Mandaryn wysłuchał tego z uśmiechem i odparł: „Posłuchaj, miły młodzieńcze zacnego rodu, z odległego miasta – wierzę twoim słowom, że córkę moją kochasz i bez oglądania jej oblicza usychasz każdego dnia jak kwiat bez wody, bo panna piękna jest istotnie. Daję ci tedy ten oto jej portret, mistrzowską ręką bardzo wiernie odmalowany abyś widywał ją jak żywą o każdej porze dnia i nocy do woli – co, jak ufam, uchroni cię od śmierci z tęsknoty  n a   j a k i ś   c z a s... A tymczasem życzę ci wsparcia wszystkich bogów w realizacji szczytnych zamierzeń, które mi tu tak obiecująco przed chwilą objawiłeś”. Tu pożegnał się z nim wylewnie i serdecznie, sługom zaś nakazał aby młodzieńca tego za próg mandaryńskiego domu, póki co, nie wpuszczano.

Ładna bajka? Ładna.

Zresztą, jak wiesz, większość niewiadomych budzących troskę, sama się w życiu tłumaczy. Na przykład – zamartwiałaś się, że Janek do ciebie nie telefonuje. Rzecz okazała się prozaicznie prosta – jakże miał nieborak telefonować, skoro wyłączono im telefon wobec nieuregulowanego rachunku na jedyne 1.300 zł. polskich. Ale ufam, że to tylko chwilowa niedogodność i za jakiś czas będziecie mogli znów rozmawiać do woli...

Herbaty! Niech mi kto poda czarkę herbaty!...

Pani Księżyc patrzy z góry zdziwiona, że tak późno a ja ciągle komplikuję proste sprawy. Sama twierdzisz, że upraszczanie to dobra rzecz, bo wtedy nawet mocno splątane na pozór węzły okazują się zwykłymi supełkami. Pani Księżyc uśmiecha się do mnie łagodnie, bowiem oboje wiemy, że tak naprawdę nic nie jest skomplikowane...

Najmniejsza Moja Przyjaciółka przyklapskała do mnie pewnej nocy i powiada:

-          Wujku! Opowiedz mi bajkę! O upraszczaniu.

-          O upraszczaniu?

-          Tak, właśnie.

-          No. Dobrze...

Było sobie kiedyś trzech młodych adeptów sztuk filozoficznych, którzy kończąc nauki postanowili uczcić ten fakt wspólnymi ustaleniami dalszego kształcenia. Spotkali się więc w tajemnicy, w starej pagodzie za miastem. A lał wtedy deszcz jak wodospad i bardzo przemokli, i zmarzli. Tak im to dokuczyło, że podjęli wspólne zobowiązanie, że resztę życia strawią na poszukiwaniu sposobów aby nie moknąć w deszczu. Kiedy ponownie się spotkali byli już szacownymi starcami, mistrzami wiedzy filozoficznej. A spotkali się w tej samej pagodzie za miastem i, jak wtedy, padało ulewnie. Oni jednak nie byli wcale mokrzy! Zaczęli tedy opowiadać o swoich osiągnięciach. Rzekł pierwszy: „Ja, po naszym rozstaniu przed laty, poświęciłem resztę życia problemowi unikania deszczu. Ćwiczyłem pilnie dzień po dniu, oszczędzałem, kupowałem mądre księgi i w końcu, kosztem ogromnych wyrzeczeń wykształciłem w sobie sztukę przewidywania do tego stopnia, że wiem gdzie, kiedy, która kropla deszczu spadnie. Dzięki tej umiejętności potrafię ich unikać i, jak oto widzicie, przybyłem suchy!” Koledzy jego pokiwali głowami z uznaniem. Rzekł drugi: „Ja, po naszym spotkaniu przed laty, zacząłem ćwiczyć sprawność i szybkość swego ciała. Ćwiczyłem pilnie dzień po dniu, oszczędzałem, opłacałem trenerów i w końcu, kosztem ogromnego wysiłku, stałem się tak szybki, że swobodnie przemykam się miedzy strugami deszczu. I. Jak widzicie, ja również przybyłem suchy!” Koledzy jego pokiwali głowami, zamruczeli słowa uznania. Rzekł trzeci: „Ja, kiedyśmy wówczas wrócili do miasta, kupiłem sobie parasol...”

-          Wujku! A czy wszystko można uprościć?

-          Niekoniecznie. Idź już spać.

Chyba zdrzemnąłem się na chwilę. Pień pod moją głową przestał być wygodny a i rosa nocna dobiera się do moich starych kości. Pójdę już, Gałązko, wystarczy na dzisiaj. Dobranoc.

A kiedy cichaczem przeszedłem do kuchni na tyłach uśpionego domu aby napić się herbaty słyszałem wszystkie szare myszy moich myśli, które plotkowały na strychu układając się do snu. I słyszałem jak wiatr i strumień cichną we wzajemnych wyznaniach z wolna zasypiając. I słyszałem jak stary Urobos pochrapuje przez sen nie wypuszczając z zębów swojego ogona.

A kiedy nalałem sobie filiżankę złotego płynu, usłyszałem za plecami znajomy szelest.

-          Czyżbyś zgłodniał, Mój Panie?

Odwróciłem się, obejmując wzrokiem tę białą zwiewną postać i te miodowe oczy migdałowego kształtu, i te usta, wobec których płatki róży stają się nijakie, i...

- Tak, Jaskółko, tak. Jestem bardzo głodny...

Tolek Bogucki (Środa Śląska)




Wczytywanie komentarza... Komentarz zostanie odświeżony po 00:00.
Zaloguj się aby dodać komentarz.
pozostały limit znaków.
Zaloguj się za pomocą ( Zarejestruj się? )


Czy ktoś będzie w stanie zorganizować jakiś bieg w Środzie Śląskiej? Po ostatnim blamażu przydało by ...
Niemalże jak PIS-owskie pikniki przed wyborami. Oby z podobnym skutkiem :-)
robert nowakowski Gmina wspiera zabytki sakralne
Nie moge w to uwierzyc, jedyne zabytki ktore remontuje gmina i powiat to koscioly. Napychaja im ...

Lokalne ogłoszenia drobne

20.02.2024 19:12 wrote:

Kupię kable płaskie podtynkowe 3x1,5 i 3x 2,5  20 rolek. Tel 500 844 143…

13.02.2024 21:00 wrote:

Rower męski trekingowy UNIVEGA modelTerreno, koła 28", rama aluminiowa, osprzęt marki SHIMANO  DEORE. Rower jest zadbany, po …

17.01.2024 21:24 wrote:

Kupię działkę lub dom. Ciechów i pobliska okolica. Telefon: 724 326 164 …

05.01.2024 15:56 wrote:

Chciałbym wynająć garaż w Środzie śląskiej, nawet od zaraz. Tel. 732 557 764…

Nie przegap tych artykułów.