Dzisiaj jest: 27 Lipiec 2017    |    IMIENINY MAJĄ: Julia, Natalia, Aureliusz

MASZ CIEKAWY TEMAT, ZDJĘCIE LUB FILM? ZADZWOŃ: 713 173 299 LUB NAPISZ: redakcja@roland-gazeta.pl

Odwiedza nas 974 gości oraz 0 użytkowników.

OSIEDLE ŚREDZKIE - IDEALNE…

"Osiedle Średzkie" ma Państwu do zaoferowania projekt osiedla domów z... Czytaj więcej

WYPOŻYCZALNIA SPRZĘTU BUDOWLANEGO I…

Wypożyczamy koparki, ładowarki, zagęszczarki, podnośniki i wiele innych sprzętów... Oferujemy... Czytaj więcej

KOSMETYKA, ENDERMOLOGIA - WSZYSTKO…

Salon Kosmetyki i Wizażu B&A przy ul. Kolejowej w Środzie... Czytaj więcej

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

zdenek 0Jak kilkadziesiąt lat temu wyglądał cyrk, jakie triki są najtrudniejsze? Jak wygląda życie artysty cyrkowego? O te i inne kwestie związane z cyrkiem zapytaliśmy Zdenka Rumla.

 

Przez kilka tygodni w naszym mieście gościliśmy wesołe miasteczko prowadzone przez doświadczonego i znanego artystę cyrkowego Zdenka Rumla. Korzystając z okazji spotkaliśmy się, by porozmawiać o arkanach pracy w cyrku i sztuce cyrkowej. I o ile widzom i wielbicielom sztuki cyrkowej może wydawać się, że życie artysty jest łatwe i przyjemne, a przede wszystkim wesołe, nic bardziej mylącego. Zobaczcie, co powiedział nam niepoprawny romantyk, jak mówi o sobie, uroczy, otwarty i niezwykle sympatyczny Czech, który upodobał sobie nasz kraj...

Czy jest różnica między cyrkiem dawniej, a dziś?

Kiedy pracowałem w cyrku, takie cyrki jak Arena czy Cyrk Arlekin występowały przed publicznością liczącą po dwa i pół tysiąca widzów. Teraz takie cyrki jak Arena czy Zalewscy przygotowują pokazy dla około tysiąca widzów. Artysta kiedyś traktowany był z dużej litery, był porównywany do piosenkarzy czy aktorów. Wręcz nie wolno nam było prowadzić działalności komercyjnej – rozdawać balonów, czy sprzedawać waty. Teraz to normalne. To poniżanie artysty. Kiedy pracowałem jako artysta cyrkowy, każdy z nas miał jeden, dopracowany numer. Staliśmy na placu z cyrkiem przez tydzień i codziennie były treningi. Teraz nie ma tyle czasu, dlatego nie ma numerów zbiorowych, a wartość sztuki cyrkowej zmalała. Jeszcze nie dawno w Szkole Sztuki Cyrkowej Julinek, można było ćwiczyć duże numery, w tej chwili studiuje się tam jedynie małe formy.

Skąd cyrk w Pana życiu?

Urodziłem się w cyrku. Moja babka była Polką, pochodziła ze Lwowa. Nazywała się Helena Pokrowska. Pewnego razu przyjechała ze swoim cyrkiem do Czech, tam poznała mojego dziadka i już została. Tak, jak ja przyjechałem do Polski, poznałem moją żonę Mariolę i zostałem w Polsce. Moja babcia już nigdy w Polsce nie była, ale o swoim kraju dużo nam opowiadała, a przed snem modliła się po polsku. Do końca była Polką. Opowiadała o Krakowie, o hejnale mariackim. I kiedy w latach siedemdziesiątych pojechałem z moją żoną, jako jeszcze młodzi ludzie do Krakowa, poprosiłem Mariolę, żeby zabrała mnie w miejsce, gdzie grany jest hejnał, o którym tak wiele mówiła babka. Mariola podprowadziła mnie pod kościółek i czekałem, wyobrażając sobie i zastanawiając się, w którym miejscu na tym placu kilkadziesiąt lat temu stała moja babcia. To było dla mnie bardzo ważne. Chyba jestem zbyt wielkim romantykiem.

 

Czy uczęszczał Pan do szkoły cyrkowej, czy raczej podglądał w domu?

Moi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie byli w klanie cyrkowym. Zresztą żona również pochodziła z rodziny cyrkowej – jej wujek tresował szympansy, razem z ojcem i jeszcze jednym wujkiem wykonywali również chińską żonglerkę, a kuzynka Grażyna wykonywała iluzję i występowała razem z nimi wykonując chiński numer. Panowała tradycja cyrkowa. Uczyliśmy się w domu, ale egzaminy końcowe zdawaliśmy w czeskiej szkole cyrkowej. Wówczas były jeszcze czasy, że bez uprawnień i bez weryfikacji nie można było zostać artystą cyrkowym. I dopiero wówczas uzyskaliśmy papiery ministerialne i mogliśmy wykonywać zawód.

Czy wybór bycia artystą wynikał z Pana chęci, czy raczej tradycji i obowiązku?

Od kilkunastu lat nie pracuję już w cyrku. Razem z żoną daliśmy naszej córce Marioli wybór, by samodzielnie decydowała o swoim życiu. My nie mieliśmy takiej możliwości. Tak było przyjęte. To szło automatycznie. Tak naprawdę ojca nie znałem, wychowałem się najpierw u babci, a potem u wujka Trziszki – prowadzącego słynny klan artystów cyrkowych chodzących po linach. I jako 10-letni chłopiec chodziłem już po linach na dużych wysokościach. Pierwsze szlify zdobywałem razem z moimi kuzynami, u wujka.

Cyrk daje poczucie wolności?

W Czechach określani byliśmy jako ludzie o wolnym zawodzie, stąd nasz zawód kojarzy się z wolnością. Poniekąd tak jest. W latach, kiedy występowałem z cyrkiem byliśmy w Europie. Nawet w zamkniętej dla turystów Mongolii występowaliśmy przez miesiąc w Ułan Bator, gdzie mieścił się stały cyrk, cieszący się dużym powodzeniem. Niemcy, Polska, Belgia, Francja. To była dla nas atrakcja i możliwość sprawdzenia rynku. Przede wszystkim jednak podczas naszych podróży zachłystywaliśmy się wolnością.

W którym momencie pojawiła się decyzja o rezygnacji z występów w cyrku?

Swoją karierę zakończyłem w 1990 roku po groźnym wypadku, kiedy złamałem kręgosłup. We Wrocławiu stał duży cyrk, jego dyrektorem był mój znajomy. A ponieważ, żeby zareklamować swoją sztukę musiałem mieć jej nagranie wideo, poprosiłem go o udostępnienie areny na czas nagrania. Do sztuczki przygotowywałem się przez całą zimę, odpowiednio trenując. I kiedy zacząłem już występować zapomniałem o jednym, że pomimo dobrego przygotowania, na scenie ulega się adrenalinie, dziwnej emocji i brawa publiczności tak mocno dopingują człowieka, że wszystko robi na 200, a nawet 300%. Chce zrobić jak najwięcej i spala się. I trzeba nad tym zapanować. Nie można robić do końca, tylko zostawić jeszcze rezerwę. A ja najgorszy trik z zawiązanymi oczami wykonywałem na końcu, kiedy byłem już wyczerpany maksymalnie. Zapomniałem, że mam dość, że jestem wyczerpany, że powinienem odpocząć przez chwilę. I kiedy skakałem w górę, dostałem skurczu nóg, potknąłem się i spadłem na dół. Kolega trochę źle mnie asekurował i w efekcie upadku złamałem kręgosłup. Na szczęście nie uszkodziłem rdzenia kręgowego. I to był sygnał, że czas zakończyć.

Czy to był trudny moment?

Tak, oczywiście. To był bardzo trudny moment. Zresztą branża rozrywkowa jesttrudna. O ile piosenkarz może pracować przez wiele lat, o tyle w którymś momencie artysta cyrkowy zostaje bez niczego. Niektórym udaje się odłożyć lub uzyskać emeryturę. Nam z żoną udało się odłożyć trochę grosza, ponieważ bardzo dużo pracowaliśmy i zainwestowaliśmy w wesołe miasteczko. Ale nic nie przychodzi samo. Trzeba się starać, trzeba konserwować sprzęt i dbać o niego. Ale mam z czego żyć. Przez kilka lat była tęsknota za cyrkiem i z tego powodu nie chodziłem do cyrku. On ma swoją magię, to wciąga. To zaklęty krąg. Wchodzi się i czuje się zapach zwierząt, płótna i cyrku. Nie mogłem sobie z tym poradzić, to wciąga jak narkotyk. Teraz już normalnie podchodzę do cyrku. Ale nie wiem czy chciałbym, żeby moje dzieci robiły to samo. Ten zawód jest bardzo ciężki. Codziennie są występy, trzeba się przemieszczać. Na wszystko brakuje czasu. Mimo tego moja czeska rodzina i chrześniacy nadal pracują w cyrku i podróżują po świecie.

Czy są występy, czy też momenty, które utkwiły Panu w pamięci?

Pamiętam, jak przed nami występował kolega na wysokiej ramce. Spadł z wysokości. Siatka była za lekko napięta i twarzą uderzył w podłogę. Za nim mieliśmy występować my z czeską grupą monocyklistów Albertos. Ciężko było nam wejść i występować po takim zdarzeniu. Kiedy wchodziliśmy, on z opuchniętą twarzą, na noszach opuszczał arenę. To było trudne. Numer wykonaliśmy, ale bardzo źle się nam wówczas pracowało.

Czyli życie artysty cyrkowego, to nie tylko niebezpieczna praca, ale i życie z wyrzeczeniami?

Tak, to raczej same wyrzeczenia. Jednym z plusów jest fakt, że cyrkowcy uczą się języków. Mój chrześniak na przykład zna osiem języków i to bardzo dobrze. I to imponujące. A poza tym jest to męczące życie w campingu. Codziennie camping trzeba ustawiać, podlewarkować, trzeba go posprzątać, wszystko składać, potem przygotować rewizyty, kobiety w tym czasie szykują obiad. O godzinie 14 występ. O godzinie 18 kolejny. Posprzątać. Złożyć wszystko. I przejechać na plac, gdzie często nie ma prądu. I tak w ciągłym ruchu. Jest fajnie, kiedy jest ciepło, ale na jesień, kiedy pada deszcz, jest ciężko. Podobnie jest z naszym Wesołym Miasteczkiem. Ono jest wesołe dla ludzi, którzy do nas przychodzą, ale nie dla nas. Dla nas jest to ciężka, odpowiedzialna i niebezpieczna praca. Musimy jeździć tirami z wielkim i ciężkim sprzętem. Na aucie mam 40 ton sprzętu o wysokości na 4 metry. Muszę uważać na drzewa, czy wiadukty. Nie mogę się pomylić, bo mogę wszystko stracić. Ale wszyscy kochamy naszą pracę. A największą rekompensatą były brawa, jakie otrzymywaliśmy od 2,5 tysięcznej publiczności. To było coś. To była muzyka dla naszych serc.

Wiele mówi Pan o żonie...

Jest mi ciężko, bo trzy lata temu na raka jajnika zmarła moja żona Mariola. Była ładną dziewczyną, mądrą i wspaniałą kumpelą, a przy tym dobrą mamą. Była fajna. Teraz, kiedy nie ma jej z nami, dopiero widzę, jak jest trudno. Kiedy pracuję od rana do wieczora, a przychodzi pora obiadu i musimy szybko coś przygotować. Naszym dzieciom również jest bardzo ciężko. Syn pracuje ze mną, a córa przyjeżdża do nas na weekend, bo jest studentką Politechniki Wrocławskiej, gdzie studiuje Inżynierię Biomedyczną. Jednocześnie studiuje również w Szkole Muzycznej II stopnia we Wrocławiu. Razem z trzema koleżankami grają na saksofonach i założyły kwartet Konwersaxia. Z synem, można powiedzieć, że jesteśmy jak dwaj zapomniani rycerze. Ja jestem chyba prawdziwym Romeo, bo już zostanę sam. Bez żony nie ma sensu budować czegoś nowego. Dalej mam obrączkę na palcu. Zaplanowałem, że dotrwam do 70 lat (teraz mam 63), a potem kopnę w kalendarz i dołączę do żony. Był czas, że chciałem popełnić samobójstwo, ale to minęło. Przez jakiś czas kłóciłem się z Bogiem, bo żona była fajną i energiczną kobietą. Smutne to moje życie, a mogło być tak fajnie. Mogliśmy odcinać kupony, bo dzieci już odchowane. Mogły przyjść wnuki. W domu cały czas pamiętamy i rozmawiamy o mamie. Nadal leży jej szczotka, rzeczy. Wciąż padają pytania: a jakby to mama zrobiła? Wszystko poukładane jest tak, jak żyła Mariola. Wszystko jest tak, jak było. Ona tam z nami jest. Moja córka też ma na imię Mariola i dzięki temu jej imię nadal brzmi.

Czy jest coś o czym w tej chwili Pan marzy?

Moje marzenia i plany w pewnym sensie skończyły się wraz ze śmiercią mojej ukochanej żony Marioli. Jednak mam jeszcze dzieci, choć dorosłe, ale dzieci. Postaram się być z nimi jak najdłużej.

Rozmawiała Iza Szczygieł
fot. zbiory prywatne Zdenka Rumla

zdenek 1

zdenek 2

zdenek 3

Zdenek Ruml z żoną Mariolą.

zdenek 4

zdenek 6

zdenek 7

zdenek 8

zdenek 5

 

Dodaj komentarz

Wulgaryzmy - to wyrazy lub wyrażenia, będące dosadnym, ordynarnym określeniem zjawisk, które można nazwać, używając słów neutralnych stylistycznie. Nie są konieczne aby wyrazić swoje uczucia, pragnienia czy poglądy!

Niedopuszczalne jest umieszczanie na łamach forum serwisu postów sprzecznych z prawem polskim i międzynarodowym, związanych z pornografią, używkami, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej itp. oraz treści faszystowskich, wulgarnych, propagujących przemoc, obrażających uczucia religijne, naruszających prawa autorskie lub prawa innych osób itp. Przypadki łamania prawa mogą być zgłaszane właściwym służbom.

Cenimy wolność słowa, ale z poszanowaniem godności. Nie wyśmiewaj i nie obrażaj. Nie prowokuj i nie atakuj nikogo swoimi wypowiedziami. Komentarze naruszające regulamin mogą być usuwane. Traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany.


Kod antyspamowy
Odśwież

Co? Gdzie? Kiedy?

Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
5
6
7
9
10
11
12
13
14
15
17
18
19
20
21
22
24
25
26
27
30
31

Najnowsze komentarze

  • Po co?
    Przykra jest to wiadomość dla taksówkarzy, lokalnych przewodników i zwykłych mieszkańców. Będziemy ...

    Czytaj więcej...

     
  • 02.12.2016
    Zasłyszana rozmowa o pewnym Busie Ursusie w zaciszu gabinetu. Powiedz mi, po co jest ten Bus ...

    Czytaj więcej...

     
  • kanef
    Dało, ale trochę straciłeś kolego. U nich zawsze na otwarciach jest na bogato.

    Czytaj więcej...

     
  • M.
    Problem w tym, że niektórzy muszą się dowartościować...:(

    Czytaj więcej...

     
  • kiso
    To już potrzebny jest rzecznik prasowy urzędu, nie ma zastępcy aby się wypowiadał Tyle to mediów ...

    Czytaj więcej...

     
  • Dojeżdżający
    Zamiast wydawać kupę kasy na to mogli dofinansować kruka czy tarnowskiego żeby obsługiwali te ...

    Czytaj więcej...

     
  • Elo
    Chyba cofa. Aby w powiecie ponad 50 tysiecznym nie było szpitala.... :-x :-x :-x

    Czytaj więcej...

     
  • Adam
    Brawo! :) Widać że miasto się rozwija :)

    Czytaj więcej...

     
  • M.
    Popieram, oferta kulturalna winna być różnorodna, by zaspokoić zainteresowania wszystkich mieszkańców ...

    Czytaj więcej...

     
  • małyhejter
    A kto posprząta ten wosk z bruku? Wy brudasy!!!

    Czytaj więcej...

Polecane filmy

MOJE miasto Środa Śląska

Facebook Box

Google plus Box