Pamięci V Brygady Wileńskiej AK
"O Polsce Wolnej i Niezawisłej. Bodaj po to! Warto być żołnierzem, by sen cudny przyśnić jak ten".
Na terenach Wileńszczyzny, w latach 1943 – 1944, działało jedno z największych zgrupowań Polski Podziemnej. Partyzanckie oddziały Armii Krajowej przygotowywały się do przeprowadzenia powszechnego powstania uwalniającego Polskę z niewoli.
W tej części Kresów było 16 tysięcy zakonspirowanych polskich żołnierzy. Głównym zadaniem 12-15 Brygad Wileńskich, podzielonych na 3 zgrupowania, była ochrona ludności polskiej przed trzema wrogami - Niemcami, nacjonalistami litewskimi i sowiecką „partyzantką”, którzy terroryzowali i represjonowali polską ludność dokonując mordów, gwałtów i rabunków.

Dowódca V Brygady Wileńskiej rotmistrz Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, na początku lipca 1944 r. nie bierze udziału w operacji Armii Krajowej „Ostra Brama” w ramach akcji „Burza” - wyzwolenie Wilna przed nadejściem Armii Czerwonej i bolszewickich „partyzantów”. Nie wierzy Sowietom i ich zapewnieniom o braterstwie broni i wspólnej walce z Niemcami. Jak się później okazało, zgodnie z dyrektywą Stalina polskie oddziały AK na terenie Litwy, Białorusi i Ukrainy i nawet te, które współdziałały z Armią Czerwoną zostają rozbrojone. Część oficerów zamordowano, resztę żołnierzy skazano na wieloletnie więzienia i wywieziono do łagrów w głąb Rosji sowieckiej. W związku z tym Brygada Wileńska kieruje się na zachód Polski. To dramatyczne wyrywanie się małymi grupami z sowieckiego kotła, usłane jest licznymi ofiarami. Wielu ginie po drodze w potyczkach z Sowietami, część pojmanych żołnierzy Sowieci mordują, część wcielają do „ludowego” WP. Niektórzy wracają na Wileńszczyznę.
Ostatecznie resztki V Brygady Wileńskiej, po nawiązaniu kontaktu z komendantem Białostockiego Okręgu AK, przechodzą pod dowództwo podpułkownika „Mścisława” i melinują się w Puszczy Białowieskiej, ale nie jest to bezpieczna kryjówka. Rozwiązanie Armii Krajowej w styczniu 1945 r. to taki gest pojednania z komunistami generała Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”. W żadnym wypadku nie wpływa na bezpieczeństwo wileńskich partyzantów. Ścigani przez NKWD i „rodzimych” komunistycznych zdrajców, podejmują walkę pod szyldem Armii Krajowej Obywateli – AKO.

Do oddziału rotmistrza „Łupaszko” dołącza porucznik Zygmunt Błażejewicz „Zygmunt” ze swoimi podwładnymi z 6 Brygady Wileńskiej. To bardzo odważny i zdeterminowany dowódca „Sekcji egzekucyjnej”. Dokonał licznych likwidacji zdrajców i wrogów Ojczyzny, w tym szefa sowieckiego kontrwywiadu „Smiersz”, starszego lejtnanta Aleksandra Dokszyna.
Oddziały V Brygady Wileńskiej wzorem kawaleryjskim, jako jedyne na Kresach podzielone były na szwadrony. Żołnierze umundurowani byli tak, jak przedwojenne Wojsko Polskie. Duża cześć żołnierzy nosiła ryngrafy z matką Boską Ostrobramską lub Częstochowską. W Brygadzie panowało wysokie morale i dyscyplina, więc tam gdzie stacjonowali cieszyli się dużą sympatią ludności cywilnej. Byli bardzo dobrze uzbrojeni. Dbali o bezpieczeństwo na swoim terenie zwalczając przestępstwa pospolite i agenturę komunistyczną.
Powiadomiony przez miejscową ludność porucznik Błażejewicz „Zygmunt”, a było to parę dni po „Obławie Augustowskiej”, o siejącej spustoszenie następnej grupie operacyjnej polskich komunistów z prokuratorem i sędzią, którzy na miejscu schwytania ludzi podziemia niepodległościowego w wioskach, gorliwie wydawali wyroki śmierci. Znając okrucieństwo komunistycznego aparatu „sprawiedliwości” i bestialstwo sowieckich okupantów powiedział przed bitwą do swoich żołnierzy: Pamiętajcie! Za przelaną krew Polską! Żadnych jeńców! Bez pardonu!
18 sierpnia 1945 roku, w Miodusach Pokrzywnych, połączone oddziały - 1 szwadron V Brygady Wileńskiej porucznika Blażejewicza i pluton Władysława Łukasiaka „Młota”, niszczą grupę operacyjną NKWD, UB i „ludowego” Wojska Polskiego pod dowództwem „sowietnika” majora Gribki pacyfikującą polskie wsie.
Bitwa w Miodusach Pokrzywnych na Podlasiu była jedną z trzech największych bitew oddziałów podziemia antykomunistycznego w powojennej Polsce, obok bitwy pod Kuryłówką stoczoną przez oddział Narodowej Organizacji Wojskowej majora Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana” 7 maja 1945 r. Bitwy w Lesie Stockim 24 maja 1945 r. gdzie major Marian Bernaciak „Orlik” poprowadził swoich chłopców do zwycięstwa przeciwko 680 funkcjonariuszom sowieckiej NKWD, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, UB i Milicji Obywatelskiej, wspieranych przez kilka samochodów pancernych i tankietkę.
Jak czas pokazał, idee i postawy tych patriotów, którzy przeciwstawili się nieludzkiej władzy, są i dla obecnego pokolenia młodych Polaków bliskie i zrozumiałe. Wileńscy żołnierze są Bohaterami Narodowymi na równi z tymi z Powstania Styczniowego 1863. To następne pokolenie, które walczy o Wolność i Niepodległość Polski, o wiarę przodków. Cześć i Chwała Bohaterom.
Dziś naszym udziałem jest walka i znój
Przyszłości los czeka nieznany.
Za Polskę kochaną prowadzi nas w bój
„Łupaszka” nasz wódz ukochany.
Woytek Kopacz
ZOBACZ RÓWNIEŻ
ARTYKUŁY PARTNERÓW
Miejsce na Twoją reklamę
tel. kom. +48 500 027 343
