wtorek, 24 wrzesień 2019 21:12

"Amantka z pieprzem" - Grażyna Barszczewska z wizytą w Środzie Śląskiej

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Zagrała wiele wspaniałych i ciekawych ról. Nazywana polską Meryl Streep Grażyna Barszczewska, to aktorka filmowa, teatralna, telewizyjna, radiowa, kabaretowa, reżyserka teatralna i piosenkarka. Jest tytanem pracy, a o swoim życiu mówi, że jest zwyczajne:  – Na co dzień gotuję, zajmuje się obowiązkami domowymi oraz pracuję. W moim życiu nie mam nic nadzwyczajnego.

18 września, z inicjatywy Biblioteki Publicznej, w średzkim Domu Kultury odbyło się spotkanie autorskie z Grażyną Barszczewską. Mówiono m.in. o zagranych przez nią rolach oraz książce opisującej jej życie pt. „Amantka z pieprzem”. – Nie byłam gotowa na własną biografię, jestem aktorką stale pracująca, ciągle w drodze, doświadczającą oraz poszukującą  – mówiła aktorka.

- Zdecydowaliśmy, że będzie to rozmowa bez kropki na końcu z nadzieją na ciąg dalszy. Te nasze ciągi dalsze realizujemy podczas spotkań z Państwem, dlatego ta forma, wywiad rzeka – dodał autor książki, Grzegorz Ćwiertniewicz. - Moją rolą, jako historyka teatru i filmu jest dokumentowanie pracy wybitnych aktorów i aktorek, a Grażyna do takich należy – wyjaśniał.

Na spotkaniu poruszono wiele ciekawych tematów. Padały pytania, na które pani Grażyna chętnie odpowiadała.  

Jak przebiegała praca nad książką?

- Nasza współpraca, rozmowa, były szczere. Zaprzyjaźniliśmy się, ale trudno się nie zaprzyjaźnić, kiedy spędza się ze sobą dużo czasu i rozmawia o różnych, nie tylko powierzchownych sprawach. Często żartowaliśmy. Uśmiech i poczucie humoru są w moim życiu naprawdę ważne. Swój zawód traktuję poważnie, a Grzegorz wie o mnie wszystko, bo w życiu nie ma nieprzekraczalnych granic. Nie lubię  kiedy ludzie się nade mną użalają, nie eksponuję na widok publiczny swojego bólu i strachu. Jest to moje, intymne i zbyt osobiste bym mogła się tym sławić  – wyjaśniała aktorka. - Uwielbiam rozmowę i spotkania z drugim człowiekiem. Jest to dla mnie ważne. Jest to w pewnym sensie teatr na żywo, tu nie ma czasu na double. Spotkanie z widownią, to pewien rodzaj energii. Państwo jesteście nieodzownym elementem teatru – podkreślała G. Barszczewska.

Dlaczego właśnie aktorstwo?

- Nie mogę powiedzieć, że o zawodzie aktorki marzyłam od dziecka. Świadomie stało się to w klasie maturalnej, kiedy moja polonistka zaproponowała mi, bym zdawała do klasy teatralnej, a kiedy to ziarno zostało posiane, to zaczęło szybko we mnie kiełkować. Pamiętam, że kiedy o planach poinformowałam rodziców, mój ojciec umówił się na spotkanie z nauczycielką, aby dopytać czy to faktycznie nie jest mój wymysł? Miałam być lekarzem... Kto wie?  Gdyby nie osiągnięcia w karierze aktorskiej, dziś leczyłabym ludzi. Przygotowania do egzaminu teatralnego wspominam bardzo spontanicznie, byłam kompletnie nieprzygotowana, kompletnie niezmanierowana, „niewytresowana” przez żadnego pedagoga uczącego w  szkole teatralnej. Byłam kompletną "świeżynką". Patrząc z pozycji osoby, która czasem towarzyszy młodym aktorom, cieszę się, że było to tak późno i zaowocowało w moją przyszłość. Recytowałam bardzo rewolucyjny strof głosem nie znoszącym sprzeciwu  – opowiadała aktorka.

Amantka z pieprzem, to znak rozpoznawczy...

Kiedy zaproponowano jej zagranie Niny w Nikodemie Dyzmie, po przeczytaniu scenariusza, postać tę uznała za nudną, typową amantkę, bardzo naiwną. – Jako 30-letnia, dojrzała już kobieta i aktorka, która zakosztowała wielu charakterystycznych ról, raczej byłam skłonna myśleć o tych dających duży potencjał aktorski. Mówiąc szczerze, nie chciałam już grać takich bohaterów. Kiedy powiedziałam reżyserowi, że nie jestem zadowolona z mojej obsady, nudna rola amantki jest nie dla mnie, ten odrzekł: Pani Grażyno, ale Pani jest amantką z pieprzem  – mówiła.

Pierwsza rola, gdzie gra się lepiej?

- Trudno ją nazwać rolą, było to na drugim roku szkoły teatralnej w Krakowie, grałam w epizodzie. Kolejną była rola zagrana na zaproszenie Teatru Ludowego w Nowej Hucie w spektaklu „Czajka”. Deski teatru, sceny filmowe? Hmm... często musiałam dokonywać wyboru, układało się różnie. Właściwie nie mogę powiedzieć czy wolę teatr czy film? Sprawa rzemiosła i rodzaj gotowości. Moją dużą przygodą było zagranie w filmie „Jakub kłamca”, z niesamowitym aktorem Robinem Williamsem. Grałam tam żydowską matkę, która jest zamknięta w gettcie. Tę propozycję otrzymałam, kiedy prywatnie byłam w  Tel Avivie.  Praca była taka jak w polskim filmie, jedynie różniły się warunki socjalne, które były bardziej komfortowe oraz sceny nagrywane w języku angielskim. Porównanie mnie do Meryl Streep bardzo miłe, ale uważam, że ni jak nie mające odniesienie w rzeczywistości. (Warto dopowiedzieć, że Meryl Streep, pochwaliła p. Grażynę za rolę w filmie „Wszystko, co najważniejsze”).

Jaki jest sens?

- Posiłkując się własnymi doświadczeniami, rodzajem wrażliwości mówi się, że aktorzy mają cieńszą skórę. Najistotniejsze jest to, żeby móc przekazać jakąś cząstkę relacji, prawdy, która ulepszyłaby świat. Nawet grając bardzo negatywną rolę, uwrażliwić ludzi, wzruszyć, rozbawić, to chyba jest ten cel. Jeżeli ktoś poważnie traktuje tę pasję, to tak powinno być zawsze, nie dla poklasku, nie dla pieniędzy, chociaż rzeczywiście jest to nasz zawód, tym zarabiamy na życie, ale myślenie o sensie powinno być najistotniejsze.

Co jest ważne?

- Ważne jest dla mnie życie poza zawodem. Gdyby nie mój akumulator, mój sens życia, którym jest moja rodzina, moje wnuki, to moje życie zawodowe też nie smakowałoby mi tak, jak mi smakuje... - podkreślała Grażyna Barszczewska.

(kb) / fot. kb

Komentarze (0)

Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Komentujesz jako gość.
0 Znaków
Załączniki (0 / 3)
Udostępnij swoją lokalizację