środa 08.02.2023

Imieniny: Hieronima Sebastiana

// reklama@roland-gazeta.pl // + 48 500 027 343 //

    Dział: Historia niedziela, 18 wrzesień 2022 14:47


Dzieci z Placu Wolności

34 Comments




W latach 60. XX wieku kwartał kamienic ograniczony ulicami Bieruta (obecnie Świdnicka), Kościelną, Tadeusza Kościuszki i Placu Wolności, był ogromnym terenem zabawy dla prawie setki dzieci. Obszar ten podzielony był ogródkami z drzewami owocowymi i bzami.


Rodzina Kopaczów ze Środy Śląskiej Rodzina Kopaczów ze Środy Śląskiej


Na początku wymieńmy z nazwiska tych bohaterów: Adamscy – Mietek jako niekwestionowany przywódca tej ferajny, Zublowie, Kempiakowie, Kamienie, Kotrychowie, Małygowie, Olejarczykowie, Traczykowie, Gulczewscy, Ginterowie, Serafińscy, Konieczni, Kopaczowie, Chorążewscy oraz Nosek, Dybus i panny Michalskie, Ziemiańskie, Sawickie.

Wiosna                                                                                                           

Po pracy nasi rodzice wychodzili na podwórka, by uprawiać warzywa w malutkich ogródkach. Prace trwały aż do późnego wieczora. Wszyscy uczestniczyli w tych pracach, również my jako dzieci. Ale także zabawa trwała przez cały rok. Dzieci spotykały się na placu przy ulicy Bieruta, gdzie czasami przyjeżdżała karuzela i mogliśmy „pobujać w przestworzach”.  Wiosną graliśmy w „palanta” i piłkę nożną. Objadaliśmy podwórka ze szczawiu i „bożych chlebków”, a wieczorami paliliśmy małe ogniska i gapiliśmy się w ogień. Ale wcześniej z pełnymi kieszeniami przeróżnych monet, graliśmy w "Murek" - musiał być z cegły klinkierowej, bo lepiej odbijały się od niego monety. Cala sztuka polegała na tym, aby trafić do dołka i zabrać pulę zgromadzonych tam drobniaków.

Lato

Jak tylko dojrzały owoce, objadaliśmy wszystkie drzewa z jabłek i śliwek. Mietek Adamski zabierał całą ferajnę do lasu koło Jastrzębiec na maliny i jeżyny. Gdy przyszedł czas na czereśnie, grupą kilkunastu dzieci, wychodziliśmy na drogę w kierunku Legnicy, która obsadzona była dorodnymi drzewami czereśni. Siedzieliśmy na nich jak szpaki i jedliśmy do oporu, strzelaliśmy do siebie z pestek. Rowerami jeździliśmy nad rzeczkę przepływającą przez drogę w kierunku Ciechowa,  na tak zwane „Kople”, aby na zakręcie tej rzeczki skakać z pochyłego drzewa do wody. Ale w zasadzie większość czasu przebywaliśmy opalając się na Kajakach. Tam wszyscy nauczyliśmy się pływać.   

Jesień

Gdy w telewizji leciał serial Zorro, to chodziliśmy do Adamskich, bo oni mieli telewizor jako pierwsi w okolicy. Siadaliśmy w pokoju na dywanie, a było nas nieraz i dziesięcioro - i czekaliśmy na film, a tu pokazywała się plansza na ekranie „Za chwilę dalszy ciąg programu” i tak sobie czekaliśmy nieraz i pół godziny. 

Po filmie wychodziliśmy na podwórko i każdy chciał być Zorro. Okładaliśmy się patykami do wieczora. Żadna matka nie mogła nas ściągnąć do domu, więc rzucały nam chleb z okien zawinięty - często w gazetę. Niektórzy z rozrzewnieniem wspominają do dzisiaj te kromki chleba z cukrem... Gdy się nam chciało pić - to biegliśmy na korytarz kamienicy, gdzie na parterze były krany i piliśmy kranówkę do oporu.

Gra w „Chowanego”. To chyba najczęstsza rozrywka nasza w tych czasach. Piwnice na Placu Wolności pod 8, 10 i 12 były przepastne i rozległe więc zabawa po ciemku była intrygująca. Bawiliśmy się też na płaskich dachach kamienic biegając na wysokości 4 piętra, ku przerażeniu naszych rodziców. Często dostawaliśmy za to lanie. Gdy przyszedł czas na serial w telewizji - Robin Hood, wszyscy robiliśmy łuki i strzelaliśmy do czego się da. Natomiast podczas emisji filmu Wilhelm Tell, z domu znikały drewniane wieszaki, z których robiliśmy łęczycko kuszy i wyciągaliśmy gumki z majtek na cięciwę, czym wielokrotnie doprowadzaliśmy swoich ojców do wściekłości, gdy w ich majtkach nie było gumki.

Zima                                                                                        

Zimą, gdy spadł śnieg, a leżał on dobre parę tygodni, chodziliśmy na Górkę Kamińskiego przy ulicy Bieruta i murów obronnych, by jeździć na sankach - aż się zrobiło ciemno. Sanki mieliśmy jeszcze poniemieckie, po narty szliśmy na strychy, gdzie było ich wiele i różne sprzęty po Niemieckich mieszkańcach tych kamienic. Były za duże więc przycinaliśmy do swojego wzrostu. I tak prawie wszyscy potrafiliśmy biegać i zjeżdżać  na nartach. Na podwórku Michalskich i Chorążewskich, rosła ogromna jabłonka, która miała jeszcze zimą owoce. Rzucaliśmy śnieżkami w jabłka i zjadaliśmy te zamarznięte owoce.                                                                                                                                                                     

Teraz - utracono coś na zawsze. Zniknęły ogrody, drzewa powycinano, ludzie się nie znają, dzieci nie bawią się na podwórkach. Parkingowa pustynia w Rynku…

Woytek Kopacz

wk012

Jolanta i Wojciech Kopacz





 
 


Wczytywanie komentarza... Komentarz zostanie odświeżony po 00:00.
Zaloguj się aby dodać komentarz.
pozostały limit znaków.
Zaloguj się za pomocą ( Zarejestruj się? )
POWIAT ŚREDZKI pogoda

Lokalne ogłoszenia drobne

21.01.2023 16:00 wrote:

Witam  Dnia 21.01 ok. godz. 11.00 zgubiłem kluczyk do auta Opel na parkingu koło kościoła św. Andrzeja. Znalazcę proszę o kontakt nr tel. 78…

12.01.2023 16:31 wrote:

KUPIĘ STARE MALARSTWO - OBRAZY / OBRAZKI - Olejne, Akwarele, Grafiki, Ikony, Ramy - SKUP OBRAZÓW --- 603 567 304 --- DOJADĘ / GOTÓWKA ! Kupi…

21.12.2022 12:13 wrote:

Do oddania szczeniaki; piesek i suczka, mają skończone 2 miesiące, będą średniej wielkości, kolor czarny, sa to szczenięta suki bezdomnego …

29.11.2022 11:49 wrote:

Zlecę różne prace budowlane. Płacę za godzinę lub zadaniowo do uzgodnienia. tel: 600 700 160…

handlo

allago tworzymy