Mord na Ziemiańskiej. Historia jakiej nie znacie...

środa, 28 listopad 2018 12:21 Dział: Historia
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Ziemiańska, to była ulica w polskim Samborze na kresach 2 Rzeczypospolitej. Mój dziadek,  Michał Jarosz wybudował przy tej ulicy dom - bliźniak, wraz ze swoim przyjacielem z wojska, też Michałem Jaroszem.

Razem służyli w austro-wegierskiej artylerii podczas I wojny światowej (2 bateria, 45 dywizja 10 korpusu).

Do wybuchu II wojny światowej dziadek zajmował się murarstwem - miał firmę budowlaną oraz prowadził sklep z wyszynkiem. Rodzina składała się z rodziców Anny i Michała Jaroszów oraz piątki dzieci Anny, Zofii, Andrzeja Emilii i Ferdynanda. Od roku1939 do 1945 w domu Jaroszów kwaterowali żołnierze niemieccy, rosyjscy oraz słowaccy.

Okupanci od początku stosowali represje w stosunku do Polaków i Żydów. Rosjanie wywozili Polaków na Sybir, a młodocianych mężczyzn wcielali siłą do armii czerwonej wielu zamordowano w bestialski sposób. W więzieniu w Samborze i nad brzegiem Dniestru. Kiedy okupantami zostali, Niemcy od razu postanowili wymordować wszystkich Żydów w mieście i okolicy. Podczas jednej z takich łapanek - polowań na Żydów, moja mama niemal nie przypłaciła życiem wyjścia z domu do ogrodu po warzywa. Obecnie trudno mi określić dokładnie czas tych tragicznych wydarzeń. Kiedy mama opowiadała mi ostatni raz tę historię - w latach 80. ub.w. nie interesowałem się czasem, tylko sytuacją w jakiej się znalazła....

Przypuszczam, że było to pod koniec lata lub jesieni roku 1941 lub 1942.

Złapana w ogrodzie koło swojego domu 14-letnia Emilia Jarosz nie potrafiła wytłumaczyć  żandarmom co robi w zaroślach ogrodu (nie znała języka niemieckiego). Niemcy biorący udział w obławie uznali, że dziewczyna jest żydówką, która schowała się przed łapanką. W brutalny sposób zawlekli ją pod płot ogrodu. Jeden z nich zarepetował karabin, nagle rozległ się krzyk. Nie strzelaj! Nie strzelaj! Ja ją znam! To córka gospodarza, u którego kwateruję. "Beczka" - bo tak nazywały dzieci z ulicy Ziemiańskiej tego żołnierza słowackiego (ze względu na posturę i krzywe nogi) w ostatniej chwili odmienił los mojej mamy... Teraz była ostrożna, nie wychodziła sama z domu.

Minęło kilka tygodni, gdy na podwórku usłyszała krzyki po niemiecku i walenie butami w drzwi. Wiedziała, że tym razem może nie mieć tyle szczęścia. Była sama w domu. Pobiegła na pierwsze piętro. Tam w suficie korytarza była klapa, przez którą można było wejść na strych. Strach przed śmiercią spowodował, że z nadludzką siłą podskoczyła do góry,  chwytając się krawędzi klapy. Po chwili była bezpieczna. Zablokowała wejście i podeszła do okienka w dachu, z którego widać było ulicę. Domy w luźnej zabudowie jak to na przedmieściach, a między nimi ogrody i wąskie pola uprawne... Nagle na gościńcu usłyszała gardłowe krzyki po niemiecku: HALT ! HALT! .... i strzał karabinowy.

Emilia widzi biegnącą kobietę z małym dzieckiem na rękach. Nagle kobieta potyka się na ulicy wybrukowanej tzw. "kocimi łbami " i upada. Dziecko wypada jej z rąk. Po chwili podnosi się i biegnie w kierunku kartofliska, ale już bez dziecka. Niemiec jest coraz bliżej. Celuje z karabinu i strzela. Kobieta otrzymuje postrzał w plecy - prostuje się wyrzucając ręce na boki i pada między krzakami kartofli.

Niemiec upewniwszy się, że zabił Żydówkę podchodzi do dziecka. Chwyta je za nóżki i z całą siłą uderza w słup telegraficzny. Po chwili odchodzi. Ale nie zabił dziecka, które po chwili zaczyna się ruszać i kwilić...

Opowiadała mi mama, że chciała pobiec i zabrać dziecko, które leżało po drugiej stronie ulicy. Jednak, stres -strach, tak ją sparaliżował tym co zobaczyła, że rodzina odnalazła ją dopiero po wielu godzinach na strychu.

Jest to prawdopodobnie pierwsza spisana relacja bestialskiego mordu na ulicy Ziemiańskiej w Samborze. W czasach, gdy za przynależność do jakieś nacji lub wygląd można było przypłacić własnym życiem i życiem najbliższych...

Woytek Kopacz

Na zdjęciu: Michał Jarosz i Emalia Kopacz

Moja Mama ś.p. Emilia Kopacz (z domu Jarosz), urodziła się w 1925 roku w Radłowicach w powiecie Sambor.

W 1933 roku zaczęła uczęszczać do Szkoły Podstawowej im. Elizy Orzeszkowej w Samborze. Od 1939 roku rozpoczyna naukę w średniej szkole z językiem rosyjskim wykładowym. Z powodu działań wojennych zmuszona jest przerwać naukę. Lata 1942-1944 to nauka w Żeńskiej Szkole Zawodowej w Samborze. Nasilone działania wojenne w 1944 roku, to następna przerwa w edukacji.

W 1945 roku cała rodzina zostaje przesiedlona na Ziemie Odzyskane. Po tej tułaczce, Jej rodzice, a moi Dziadkowie - Michał i Anna Jarosz, w zamian za pozostawione mienie w Samborze, otrzymują dom przy ul. Wrocławskiej w Środzie Śląskiej. Do 1947 r. mieszka tam z Rodzicami i siostrą Zofią. Obie pracują w Spółdzielni PSS. Tu poznaje mojego Tatę ś.p. Władysława Kopacza, który po tułaczce wojennej osiedlił się w Środzie Śląskiej i pracował w Starostwie. W 1948 roku Mama wychodzi za mąż i zamieszkują z Tatą  przy Placu Wolności. Z tego związku urodziło się dwoje dzieci córka Jolanta i syn Wojciech.

Do ostatnich swoich dni Mama mieszka na Placu Wolności. Odchodzi w 2012 roku. Tato zmarł w 1996 roku. Oboje są pochowani na średzkim cmentarzu.

Życiorys, jak wiele innych z tych lat, a jednak nie taki, bo przeżycia tej młodej dziewczyny, były też inne, jak choćby te przedstawione.

Jolanta Kopacz

Ostatnio zmieniany niedziela, 02 grudzień 2018 14:43

Komentarze (0)

Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Posting comment as a guest.
0 Characters
Załączniki (0 / 3)
Udostępnij swoją lokalizację